jak wygląda nasze życie

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wiem, wiem, jestem gnida i samolub. Ale czasem trzeba pobyć samolubem :) 

Nie napiszę że zrobiłam sobie wolne, bo hmm jakoś nie czuję się wypoczęta. Jednak jest w miarę. Byliśmy na wakacjach, aż tydzień! Pogoda nie dopisała, ale nie ma co wybrzydzać. Mieliśmy jechać jeszcze raz teraz i jak dobrze, że nie bookowalam, bo bym sobie chyba nogę odgryzła. 

No i już muszę lecieć. Na razie to wszystko. Czasu brak notoryczny :)

czwartek, 29 maja 2014

- Kurcze! 

- Co się stało?

- Leje się nam płyn z chłodnicy.

- To teraz będziesz leżeć.

- Gdzie?

- Pod samochodem.

Pod samochodem nie leżałam, bo bym nieźle zmokła :) Tam padał istny deszcz. 3 litry wyciekły ot tak. Na szczęście byłam blisko naszego mechanika i dało radę się tam doczłapać. Tak to jest jak się zbyt długo zwleka z oddaniem auta do naprawy. Tyle się teraz zebrało, że po tysiącu ogłuchłam :/

sobota, 24 maja 2014

Miałam napisać o domku ogrodowym. Mój nie jest jeszcze skończony, ale mogę już coś polecić lub odradzić. Ten domek kupiłam za 1800zł. Z farbami i innymi wyszło mi jakieś 2200zł. Gotowy pomalowany domek kosztuje 4500zł i to jest "tanio". 

Jeśli nie ma się czasu ani miejsca do pracy to polecam modułowe place zabaw np. firmy Wickey. Cena jest spora, ale dostaje się części już pomalowane, poszczególne moduły można dokupić, więc rośnie z dzieckiem, każdą deskę można wymienić jak się zepsuje. Mają też duży wybór fajnych dodatków uatrakcyjniających zabawę. 

A jak ktoś nie ma kasy, to polecam tartak. Drzewo z którego zrobiony jest domek, a to, które kupiłam w tartaku to niebo a ziemia. Facet domek zbił chyba z najgorszych odpadów. Drzewo jest tak miękkie, że rusza się pod nogami, a żywica wyciekała i wyciekała. Lepiej kupić deski samemu, zabezpieczyć, pomalować i dociąć jak się tylko chce. Wtedy małym kosztem można zrobić domek, o jakim marzy dziecko, a nie taki, jaki był. A z odpadów zrobi się donice :) Następnym razem tylko tartak. A jak nie tartak to myślę, że domki z Leroy-Merlin są tej samej jakości, a nawet tańsze. Jedyny minus to taki, że to jest potwornie dużo ciężkiej i mozolnej pracy. Dwukrotne malowanie bazą, potem szlifowanie, potem lakierobejca i znów szlifowanie, a na koniec lakierobejca i przydałby się lakier, ale na to nie ma już sił. Malować trzeba w odpowiednich warunkach, odstępy między warstwami 72h. To wszystko trzeba gdzieś składować. A dziecko nie rozumie, że to wymaga tyle czasu i chciałoby zjeżdżać JUŻ. Domek jest więc dla wytrwałych i zdesperowanych :)

Ale polecam huśtawki. Samemu można je zrobić za grosze. Jak już pisałam, drzewo kosztowało nas 100zł. Wyszlifowanie tych dwóch desek i pomalowanie to pestka w porównaniu z domkiem. Do tego kotwy po 13zł, drabinka 36zł, huśtawka 30zł, klamry po 6zł, wkręty za grosze i zaślepki po złotówce.  

czwartek, 22 maja 2014

Poprzedni post pisałam 6 maja. Oczywiście na raty, bo czasu i sił nie stykało. Czas leci nieubłaganie.

Prace przy domku musiały stanąć najpierw z powodu moich sił, potem z powodu pogody. Nie udało mi się jeszcze zmontować i pomalować modułu do huśtawek, choć drabinka i huśtawka czekają już od dwóch tygodni w kartonie. Drzewo, które kupiłam w tartaku (tfu tfu) jest boskie. Twarde jak beton. Minus taki, że wyszlifowanie tego to już nie jest takie proste. Domek stoi już z przytwierdzoną na amen zjeżdżalnią. Wymaga jeszcze duuuuuuużo pracy, ale już prezentuje się świetnie. Szkoda tylko, że drzewo jest tak złej jakości. A wygląda to obecnie tak:

Surowe oszlifowane wyglądało tak:

W międzyczasie byliśmy w OBI po donice na balkon. Wyszliśmy bez donic, bo za 100zł to ja zrobię kilka donic, a nie jedną. Ceny mają z kosmosu, a jakość pozostawia wiele do życzenia. Sprzedawanie pordzewiałych kotw, przegniłych i spleśniałych desek to skandal. Za to niechcący wyszliśmy z Ikea z zestawem ogrodowym dla nas i stolikiem dla Kuby. A tylko zajrzeliśmy na wyprzedaż :) Pan widząc zainteresowanie, jeszcze spuścił nam z cen na każdej jednej rzeczy i zaoszczędziliśmy 400zł. To mi się podoba :) Wiadomo, że to też trzeba zabezpieczyć żeby przetrwało naszą aurę bez szwanku. Takie już mamy niestety produkty. Ceny w górę nie poszły, za to jakość poleciała na łeb na szyję. Kiedyś sprzedaż marynarki bez podszewki była nie do pomyślenia. Teraz to jest norma. Nawet buty sprzedaje się już bez wyściółki :/

Jeśli ktoś potrzebuje torf do ogródka to polecam Leroy-Merlin. Torf kwaśny 80l za 11zł. My posialiśmy z Kubusiem kalarepkę, marchewkę, szpinak i kwiatki, głównie różowe :) Dziadek przygotował dla Kubusia w ogródku niewielkie miejsce żeby mógł sam hodować. Pewnie wiedział co się święci i chciał złagodzić cios. Babcia zaanektowała kolejną część ogrodu na swoją "szklarnię". W cudzysłowiu, bo bez szkła ani folii. Mogą tam wchodzić kury i nawet pies może biegać, tylko Kubusiowi nie wolno tam wchodzić. Babcia drze się na niego gorzej niż na bezpańskiego psa, a on nie rozumie dlaczego kury mogą, a on nie. Właśnie, kury. W odzewie na nasz plac zabaw, dziadkowie zakupili sobie kury, kurczaki i indyki. 20 kurczaków, 10 indyków, 6 kur małych i 2 duże. Tak, tak, to jest możliwe. Na 400m ogrodu (w praktyce 300, bo 100 zajmuje dom) nie mieliśmy jeszcze tylko krowy i świń. Mój ojciec ma megalomanię. Jak coś robi, to z rozmachem. Szklarnia prawie 3m wysokości. Budka na drzewo tudzież. Jak mieć inwentarz, to od razu 100sztuk. 70m piwnicy to nadal za mało. Z trudem i żalem wysupłali dla nas 2m komórkę.

A oto i szklarnia:

Czas staram się podzielić na planowanie kuchni, które jest coraz bliżej realizacji, pełnienie obowiązków wiceprezesa stowarzyszenia Świat Autyzmu, kursy, chorego psa itd. Zakupy ubraniowe robię przez internet, bo Kuba urósł jak smok, a nie ma kiedy pojechać. Oczywiście świat nie kończy się na obowiązkach :) Coraz więcej czasu przeznaczam na relaks i bycie w rodzinie. Byłam na otwarciu klubu rodziców Autyzm HELP w Redzie. Z mężem zrobiliśmy Kubusiowi niespodziankę i wzięliśmy go do prawdziwego wiatraka :) Bardzo mu się podobało, a tu fotki z wypadu:

No i NAJWAŻNIEJSZE! W przedszkolu była pani z gazety i oto, co Kuba powiedział na pytanie, za co kocha mamę :D

(Dzióbek pierwszy od lewej rzecz jasna)

Rozpłynęłam się :D Chyba nie muszę mówić, że nie ma na świecie tak dumnego pawia, jakim jestem JA :D

wtorek, 29 kwietnia 2014

No i wyszlifowałam dziś wszystko. Tak, wiem, powtarzam się, ale ja na nowo szlifowałam po malowaniu teraz. Na końcu ledwo nogami powłóczyłam. Nie miałam siły już odpylić. Ale tryskam szczęściem. Mąż o 19:30 dał znać, że dziecko wykąpane i śpi :) Ja teraz wykąpana i najedzona mam czas dla siebie :) Dziś nawet udało się nam wyrwać wspólną chwilkę na małe co nieco. Mężowi jeszcze zamarzyło się obejrzenie jakiegoś filmu, ale zważywszy, że na jutro zapowiedzieli się goście, a on od godziny przygotowuje jedzonko na jutrzejszego grilla, to raczej marzenie ściętej głowy. Ostatnio tak sobie myślałam, że zyskując S jak synek, traci się inne S. S jak seks, S jak sen, S jak sprzątanie - to robota głupiego, S jak spokój - to utopia. Jednak S jak słodziak wszystko wynagradza, a jak któreś z wyżej wymienionych S się już trafi, bardziej się to docenia :)

Jutro odbieramy deski i mąż z bratem zmontują huśtawkę i piaskownicę. Tak mi się przynajmniej marzy. Ja skoro świt idę malować, bo jak ostatnio nie zdążyłam to potem śladów mi narobiły małe ubłocone butki. Teraz jest już cacy i tak ma zostać. Oby tylko zdążyło wyschnąć zanim się tam wedrą. To lepsze niż jakiś turnus za kilka tysięcy. Tańszy, a starcza na cały rok. PFRON powinien takie refundować. W końcu to terapia poprzez zabawę :)

Nie odzywam się ostatnio. Dorwałam się właśnie na 10 min (aż ryż na obiad się ugotuje :)) na fotel i opalam nogi. Od rana miałam pracować przy domkj Kubusia, ale męża nie szło z wyrka zwalić. Od 6:20 było więc "mama wysmarkaj", " mama pić", "mama podłubaj" ... Taaaak. A obudził mnie słowami "mama wstań, już jest dzień". Po czym dodał "myślę, że tatusia obudzi smak najlepszej kawy na świecie". No żesz! Choć raz obróciłby się w drugą stronę! :)

Prace moje się więc opóźniają z tak prozaicznych powodów, jak dobudzenie taty. Potem obliczenia, mierzenia, wycieczka na tartak .... ijest już prawie 14:00, a ja zamiast opalać się przy pracy, cudem wyrywam 10min na słońcu, bo Kuba chory i ktoś musiał z nim zostać. Ale co tam, będzie i tak super :) Wiedziałam, że plac zabaw będzie dobrym pomysłem, ale on był pomysłem genialnym. Zrobił furorę. Zabawy z nim nie ma końca, a ile to ćwiczeń. SI za free :) Ruszyły kontakty towarzyskie z sąsiadami. Mąż zakupił sobie grilla, do ogrodu powstaną jeszcze stół i ławy dla dorosłych. Będzie wypas! Ale teraz muszę lecieć, bo obiad gotowy i druga zmiana wróciła. 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dziś wreszcie odespałam. Noc była spokojna, bez pobudek, ponownych kolacji, krzyków przez sen i tym podobnych. Zrobiliśmy dziś porządki żeby już mieć tylko drobne sprzątanie do świąt i przyjęliśmy ostatnich urodzinowych gości. I gdyby nie przeoczona wizyta u okulisty, czułabym spełnienie.

Urodzinki się udały mimo okrojonego składu. Z dzieci przyszedł jednak Maks, co mocno uratowało sytuację. Okazało się, że chłopiec jest co najmniej dziwny, ale nas już nic nie zdziwi, a Kuba jak to Kuba, ma swój świat i jest zbyt zajęty żeby to odnotować. Mimo wytężonej pracy, byliśmy w takiej rozsypce z przygotowaniami, że ja się nawet cieszyłam, że nie było tych wszystkich dzieci, a z dwóch dni świętowania, zrobił się jeden. Następnym razem prezent przygotuję rok wcześniej, a imprezę z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Jestem zmordowana. W dodatku nie wiem czy to przez lukier z tortu czy krosty ospowe w obliczu nadwrażliwości skóry, Dzióbek dawno nie miał tak długo trwających lęków przez sen. Jak odpadł o 16, tak o 17 wrzeszczał, kopał i płakał wykrzykując coś zupełnie niezrozumiałego. Wyglądał jakby nie spał, a nie można było go uspokoić. W tym czasie mąż przywiózł teściową, ale Kuba nie był w stanie do czegokolwiek. Nawet nie odnotował jej obecności. Bardzo było mu przykro kiedy po dojściu do siebie zobaczył, że nie ma już żadnych gości. Poszłam po babcię i dziadka, a wtedy buźka znów się uśmiechała. Niestety w nocy znów lęki nocne dały się we znaki. Dawno nie było tak źle. Takie sytuacje przypominają mi, że choć Kuba jest już bardzo do przodu, nadal trzeba mieć się na baczności. Autyzmu nie da się wyleczyć.

sobota, 12 kwietnia 2014

Ech biedny ten nasz Kubuś :( Tak bardzo chciał mieć wspaniałe urodzinki, chciał bawić się z dziećmi na swoim placu zabaw... nie wyszło, pogoda nie taka żeby zrobić przyjęcie w ogródku. Chciał zaprosić Nadię i Alanka... nie mogli przyjąć zaproszenia, bo na chrzciny jadą. Miały być inne dzieci... nie będą, bo Dzióbek złapał w przedszkolu ospę. Lekarka mówi, że jutro nie będzie już zarażał, ale wiadomo, rodzice wolą dmuchać na zimne. Leży więc kochane, grzeczne Słoneczko i śpi wyczekując jutrzejszych gości. Wie, że Sebastianka nie będzie, ale o Ani, Ewie i Maksie jeszcze nie, bo dopiero teraz zadzwonili. Żal mi go strasznie. W lodówce czeka w pocie czoła robiony w nocy tort, nadmuchaliśmy już balony, a tu dzieci nie będzie, żadnego z wujków nie będzie, ciocia z pieskami nie przyjedzie, a babcia od strony taty zjawi się tylko dlatego, że tata przywiezie ją niemal pod przymusem. Smutno nam :(

Dobrze, że chociaż z domkiem udało się wyrobić i jest gotowy do zabawy jak tylko pogoda dopisze. Dobrze, że urodzinki w przedszkolu bardzo się udały. Wystąpił w przebraniu różowego motylka, jak chciał, a tort jeszcze rano dopasowywałam do wymarzonego ideału. Smutno nam tylko, że pierwsze urodzinki, których tak bardzo jest świadom, nie będą takie, jak by chciał. Ja mogę stanąć na uszach, ale dzieci mu nie zastąpię.

niedziela, 06 kwietnia 2014
Już czwarty raz zasypiam podczas czynności. Zostala mi jesz... to już 5. No więc została mi jeszcze 1/3 szlufhx cholera zdania nie mogę nawet napisać :/ szlifowania miało być. Padam, bo wstaje o 6, a do 23 jeszcze urzęduję, bo Kuba nie śpi. Nadrabia zaległości i tydzień przed 4-tymi urodzinami nagle zaczął spać w dzvxq No dobra, teraz już idę. Dziś wibracje tak mi dopiekķ znowu odleciałam :/ dopiekły, że chwiałam się od zawrotów głowy. Haha! Tym razem zasnełam na spacji! :D
poniedziałek, 31 marca 2014
Wybaczcie mi :( No zero czasu. Nie wiem w co ręce włożyć. Za dwa tygodnie robię urodzinki Kuby. On tym razem jest ich tak bardzo świadomy, że impra się szykuje na sto fajerów. Oczywiście motyw przewodni wiatraczki, królujący kolor - róż. 20 gości, których nie ma gdzie pomieścić i jedna połowa nie gada z drugą. Miały być dwa dni imprezowania, a ja na kurs w sobotę się zapisałam. Zostaje mi więc tylko niedziela. Czy mąż dojedzie nie wiadomo. Jest już cień szansy, że tak. Składniki do tortu czekają. Tym razem poprzeczka stoi bardzo wysoko. Pierwszy raz będę robić styl angielski. Prezentem od nas będzie domek ogrodowy ze zjeżdżalnią. Co tanio, to drogo, więc dziś lecę podjąć próby wyszlifowania tej kupy drzazg. Teraz będę też stolarzem. Do tego na imprezę szykuję zaniedbane wnętrze domu. Malowanie, w miejsce kikutów z żarówkami pojawią się lampy. Tylko schodów nie uda się zrobić i spędzają mi sen z powiek. O kuchni, która miała być już dawno, nie wspominam. Poczeka. Oby tylko szwankujące palniki nie zawiodły. Ja nie jestem z tych co zastaw się, a postaw się. Tyle czasu tak mieszkam to mogę jeszcze trochę. A 30-letnie szafki świetnie znoszą najazdy rowerem :) No właśnie, tyle się dzieje, że nie mam kiedy Wam tu swoich ochów i achów wypisać. A jest nad czym piać z zachwytu :) Kuba jeździ na rowerze! Tak, nareszcie! Skatowana matka, z kolanami w drugą stronę od pedałowania nogami Kuby na czworaka, wzięła rower pod pachę do serwisu rowerowego i błagała o pomoc. No i mamy. Rower trójkołowy, przeznaczony na wiek 2-3 latka. Kierownica za mała. Ale nic to, ważne, że jedzie! Rowerek stabilny, pedały bardzo lekko chodzą i kręcą się podczas jazdy same, więc jak nogi nie pracują, to chociaż uczą się ruchu naprzemiennego. Łańcuch umieszczony pod siodełkiem jak w normalnym rowerze, więc już przygotowanie właściwej pozycji. I kijek do prowadzenia jak dziecko nie ma już siły lub ochoty. W dodatku lekki! Rower ze zdjęciami zareklamuję w osobnym poście. Teraz tylko powiem, że jest to Turbo. Mój dzieć chyba wyczuł, że mama potrzebuje czasu, bo postanowił zostawać w przedszkolu na drzemkę. I raz nawet tam zasnął! Problemem jest dostarczanie mu obiadów, ale niedługo zamówię termos i wtedy będzie spokojnie. Powoli już wszystkomogarniam. Ostatnio nawet pizzę piekłam, bo do przedszkola przyszła kucharka i piekła z dziećmi pizzerinki. Powinnam dostać medal, bo wyszła wyśmienita. Prz epis też będzie w osobnym poście. Tak, jak mnóstwo innych, które czekają na wklepanie. Czasem myślę, że powinnam jakieś warsztaty pieczenia prowadzić ;P Przedszkole szwankowało, ale dałam im czas i się postarali. W przedszkolu była psycholog obserwując dzieci. Kuba dostał godzinkę indywidualnej terapii w tygodniu. Tym razem faktycznie indywidualnej. A panie podobno idą na szkolenie ABC autyzmu. Tak się składa, że ja też tam będę, ale o tym dowiedzą się 12-tego :) Od dwóch tygodni przed domem mamy roboty ziemne. Zakładają nam kanalizację. Rozkopali całą jezdnię i wszystko jest w glinie. Ojciec uchylił mi wreszcie miejsca w ogrodzie. Niestety zaraz poszedł krok dalej i już nie mogę tam parkować. Mimo moich próśb, postanowił utwardzić teren (właściwie to teraz już całkiem nie wiem co poeta miał na myśli). Nie mogę tam wjechać i czeka nas dużo pracy żeby to wszystko naprawić i przygotować pod podjazd. Moje auto przeszkadzało im na wjeździe do garażu, więc teraz parkuję w glinie po drugiej stronie "ulicy". Wiecie jak tu jest bosko kiedy popada? W domu jeszcze awaria za awarią. Wymieniłam deskę klozetową, a czekają jeszcze popękane krany i 8-letni prysznic do wymiany. Przy brodziku wyszła pleśń, a kabina miejscami straciła kształt. A dzieć rośnie bez opamiętania! Piękną sobotę spędziliśmy na maratonie po sklepach. Jedno co dobre to, że załatwiłam co miałam. Za to w niedzielę odbiliśmy sobie spacerkiem na rowerku z moją sister, szwagiereniuniem i ich dorosłym od kilku dni synem :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Tagi