rozwój

sobota, 24 maja 2014

Pochwaliłam :/ Tak się cieszyłam, że Kuba już nie boi się obrazków, że da sobie założyć bluzkę z postacią z bajki... Trzeba było siedzieć cicho :/ Kto chce nowe bluzki z Dustym?

Ogromnym kolejnym sukcesem dla nas były seanse kinowe, jakie zrobiliśmy sobie w domu. Obejrzeliśmy razem Krainę Lodu (czy jak jej tam) i Kubuś oglądał aż do samego końca. Nie łaził po ścianach, nie gadał, nie wyłączył komputera "bo on już nie ogląda". A na koniec poszliśmy do ciemnej łazienki z jego wiatraczkiem solarnym świecącym kolorowo i ślizgaliśmy się w skarpetkach udając, że to lodowisko. Zmienialiśmy się tylko, bo miejsca mało, a jedno musiało trzymać wiatrak :) Kubuś nawet podśpiewywał, że ma moc :D Bałam się, że po scenie z lodowym potworem Kuba będzie miał lęki, ale o dziwo nic mu to nie zrobiło.

Idąc za ciosem mąż chciał pokazać Kubie Auta i Samoloty. Obejrzeliśmy Dusty'ego i też Kubie bardzo się podobał. Ino, że jak kupiłam mu dwa tygodnie temu bluzki z Dusty'm, gdzie kompozycja przypominała wiatraczek i Kuba bardzo się cieszył, tak wczoraj odmówił ich założenia. On tego nie założy, bo tam są bąbelki :/ Inne bluzki też zostały poddane ścisłej kontroli i nie da się przetłumaczyć, że jak ma to na sobie, to nie on to widzi, tylko inne dzieci.

A ja dopiero co mówiłam psychiatrze Kuby, że lęki mu przeszły. Za każdym razem jak się pochwalę, wszystko wraca. No i znów są lęki nocne. Wrzeszczy o jakąś pierdołę nawet we śnie. I nie podchodź utulić, bo lecą liście i kopniaki. Potrafi nawet przyjść do mnie do łóżka i mi przywalić, bo śniło mu się, że mu czegoś nie pozwoliłam. I nie da sobie przetłumaczyć, że spałam w łóżku i że to tylko sen. Niestety tak to jest z lękami nocnymi :(

Myślałam, że minęła mu już odraza do pluszowych misiów. Wczoraj był upał, a Kuby nie da się teraz zagonić do domu. Jakby mógł, sikałby pod drzewkiem żeby tylko nie wejść do domu. Nie wiem jak on znosi te temperatury. Wpadłam więc na pomysł wykąpania wszystkich pluszaków. Pomyślałam "będzie miał zajęcie, może przy okazji się trochę pochlapie, poćwiczy rączki". Rzuciłam pluszaki przez balkon, przyniosłam miednicę, mydło, nalałam wodę i wziął do kąpieli swoje pieski Skitsa i Martę. I całkiem fajnie mu to szło (pomijając ogromne problemy z czynnościami manualnymi), ino że jak miał wykąpać misie, nagle opadł z sił. Modliliśmy się nad tymi trzema misiami w miednicy chyba godzinę. W nagrodę miał pooglądać bajki, ale i to nie motywowało wystarczająco. Oj ciężko było, a jak już pokonał swoją nienawiść do misiów i wymył je w akompaniamencie ryków, pisków, wrzasków i jęczenia, mamie w nagrodę dał tak popalić, że następnym razem 10 razy pomyśli zanim zaproponuje mu zabawę, która każdemu innemu dziecku by się spodobała. 

Po wyjeździe taty, a nawet jeszcze przed, jak zwykle do domu napłynęli goście. Jeszcze poprzedniego dnia wieczorem, z lasu i zewsząd lecieli Kubusiowi przyjaciele. Było ich tyle, że chyba niezłą imprezkę mieli. Przyzwyczaiłam się już do tego.

A propos przyzwyczajenia. Psychiatra potwierdziła u Kuby zaburzenie tożsamości płciowej. Dostałam namiar na psycholog specjalizującą się w tych sprawach. Chcę oddać się pod jej opiekę żeby uniknąć błędów w wychowaniu. Chcę żeby Kuba był szczęśliwy i nie czuł się gorszy z powodu swojej odmienności. Mój siostrzeniec przeszedł dłuuuugą depresję z tego powodu, a my nic o tym nie wiedzieliśmy. Chcę żeby Kuba tego uniknął mając w nas wsparcie. No i tu dochodzę do sedna, bo jak ja odbieram to pozytywnie i reaguję zdrowo-rozsądkowo, tak przy okazji ostatnich zakupów, wyszło na jaw, że mąż ma z tym problem. Pociesza sam siebie mówiąc, że ma jeszcze z 12 lat żeby to przetrawić, ale widzę, że go to męczy.

09:06, overloaded , rozwój
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2014

Niestety rozchorowałam się na dobre. Najpierw jakiś wirus zaatakował mnie i Kubusia - okropne zapalenie gardła i temperatura. Potem, żeby nie było mało, znów odezwał się mój refluks :/ Dziadostwo to niemiłosierne. Jutro czas umówić się na gastroskopię i usg brzucha. Rewelacji nie ma. Prace przy domku zawieszone.

Ale nie o tym chciałam dziś pisać. I nie o tym, że trzy dni temu pies sąsiadów wydostał się z posesji i dotkliwie pokąsał moją psę. Na szczęście dochodzi do siebie po antybiotyku i p/bólowych. A mnie aż mrozi krew w żyłach, że często Kuba pierwszy idzie do samochodu kiedy ja jeszcze zamykam drzwi od domu. Toż to husky. Bydle wielkie. Ale najbardziej się boję, że kiedyś wydostanie się pies drugiego sąsiada. Rasowy wilczur, izolowany od ludzi, trzymany cały czas na uwięzi w kojcu, nigdy nie spacerowany. Nienawidzi dzieci. O tym też nie chciałam pisać.

Pisać dziś chciałam, a noszę się z tym od dawna, o moim kochanym cudownym Synku :)

9 kwietnia miał 4-te urodzinki. Dziś byliśmy na urodzinach naszego sąsiada. Kończył 8 lat. Nie mogłam się napatrzeć jak to moje kochanie wspaniale bawi się z dziećmi, jak genialnie radzi sobie w każdej sytuacji, jak bardzo jest samodzielny... To jest nie do opisania. 

No tak, wiedziałam, że się przy tym rozkleję :) Muszę to Wam powiedzieć. Jestem tak cholernie dumna :) Taaaa, znowu beczę ;P

Nie wiem już w jakim momencie zaczęłam pisać tego bloga, czy jeszcze w tym trudnym czasie czy już po. Pewnie po, bo w tym trudnym nie miałam ani chwili nawet na sen. Nie wiem czy to tu opisywałam, czy też nie, ale teraz chcę o tym opowiedzieć. To będzie takie podsumowanie. 

Diagnozę "autyzm" usłyszeliśmy w lutym 2012 roku. Kubuś miał wtedy 22 miesiące. Właśnie udało nam się wypracować pierwsze słowa. Nadal nie reagował prawidłowo, nie podążał wzrokiem. Były pierwsze postępy, a jednak wylali nam wiadro zimnej wody na głowę uświadamiając ile pracy jeszcze przed nami. Terapia stała się naszą codziennością. Było ciężko, ponad ludzkie siły. Było tyle samo nadziei, co powątpiewań, że to się kiedyś uda. Tyle trzeba było Kubusia nauczyć, często tak banalnych rzeczy.

Pamiętam jak uczyliśmy go kiwania główką. Myślałam, że nigdy nie będzie tego robić. A dziś moje dziecko leżąc w łóżeczku potakuje mi żeby zaprzeczyć, bo mówi, że na leżąco tak jest na "nie" :)

Pamiętam jak uczył się uśmiechania. Serce pękało kiedy usiłował się uśmiechnąć. Nie miał pojęcia o co nam chodzi i poirytowany robił to w końcu przez łzy. W takich chwilach mocno wątpiłam w sens tego wszystkiego. Dziś patrzę i aż serce mi rośnie jak szczerze się uśmiecha, jak układa przy tym usteczka. Nic wymuszonego, tylko czasem zasłoni ząbki w zawstydzeniu. I to nie jest jeden uśmiech, są ich dziesiątki. Każdy inny na każdą okazję. Tak, jak repertuar minek. Zmarszczenia brwi nadal nie umie, ale stara się jak może. Marszczy nosek i robi groźne oczka. Nauczył się za to ruszania brwiami w górę i w dół. Czasem też wyjdzie mu przymrużone oczko. Potrafi też zrobić "terele morele" i lornetkę, a tyle czasu nie potrafił wystawić nawet kciuka. Dziś patrzyłam jak strzela do dzieci z karabinu kolegi i celuje zamykając jedno oczko. I to to prawidłowe, a nie odwrotnie, jak kiedyś! :)

Pamiętam jak uczyłam go siadania na krześle. Dziś sam je sobie przysuwa i siada tak, żeby kolega też się zmieścił. A wtedy... nie potrafił się nawet schylać. Klękanie, siedzenie po turecku, turlanie... każdego trzeba było uczyć. Wtedy było to jak głaskanie jeża, a dziś turlałam do mycia (taki był zmęczony ;)) najlepszego aktora świata. Te pozy, ta ekspresja godne teatru.

Pamiętam jak się wszystkiego bał. O ubraniach z bohaterami można było zapomnieć. Nic nie mogło mieć oczu, nawet zamkniętych. Teraz wybieraliśmy wieszaczki do jego domku ogrodowego. Takie kolorowe sowy. Zaproponowałam mu z otwartymi oczami i jedną z zamkniętymi, a on o dziwo wybrał te z otwartymi. Upewniałam się pytając czy na pewno nie będzie się bał, a on mi na to "oj mamo, przecież ja wiem, że one budzą się tylko w nocy". A ile to kiedyś było przez te lęki problemów. Nie szło przejść przez ulicę kiedy bał się dziur w ścianach, okien, latarni... 

 

Bloga zaczęłam pisać kiedy już zaczęło być lepiej. Dało się jakoś wysupłać na to czas. Nie sposób opisać tu ile pracy nas to kosztowało, a teraz nie chce się do tego wracać. Jedno trzeba przyznać, stał się CUD :) Miałam dziecko, które nie dawało nadziei na jakiekolwiek oznaki miłości czy przywiązania do rodziców. Drżałam, że uśmiech zawsze będzie sztuczny, a buźka zostanie poważna. Myślałam, że nie będzie umiał poradzić sobie społecznie bez scenariusza. A jednak :) Kubuś się przytula, mówi, że nas kocha. Nadal nie lubi buziaków, ale przytulaski bardzo chętnie rozdaje i przyjmuje, a jak z mężem się przytulamy, od razu biegnie na wspólne tulaski. W towarzystwie radzi sobie lepiej niż inne dzieci. Dzięki mojemu szkoleniu nie ma dla niego sytuacji trudnych, a pewność siebie powoduje, że szybko staje się duszą towarzystwa. 

06:11, overloaded , rozwój
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 lutego 2014

Kuba ogląda Diego. W bajce bohater pyta:

D: Jesteście tacy silni jak jaguary?

K: Nie.

Coś tam porobili i Diego woła:

D: Teraz jesteście tacy silni jak jaguary!

K: Nie, ja nie jestem taki silny. Ja mam teraz sił 109.

No i tu od razu wspomnę, że Kuba liczy już do 40 bez zająknienia i ogarnia setki. Jest to oczywiście na razie działanie prawopółkulowe, bo potrafi powiedzieć ciąg, a nie powie co jest między 46 a 44. Lewopółkulowo ogarnia 1-10 i w tym zakresie dodaje oraz odejmuje. Poznałjuż dni tygodnia i wie o co chodzi. Kojarzy już, że po niedzieli zawsze jest poniedziałek i często pyta "mama, co dzisiaj jest?". Jak powiem "środa" to skacze z radości i chce jechać po tatę. Tak sie złożyło, że tata zawsze przylatywał we środę. Zajumał mi kalendarz JiM do swojego pokoju, ale żeby uzmysłowić mu działanie kalendarza kupilam mu taki mały z wyrywanymi karteczkami. W ten sposób łatwiej ogarnie zależności czasowe. Na razie codziennie pamięta sam o wyrwaniu kartki. Przy okazji uczy się globalnie czytania nazw dni tygodnia i miesięcy. Zafiksował się też na termometrze. Z początku chciał zabrać go do domu żeby nie marzł :) ale po wyjaśnieniu zgodził się go tam zostawić i codziennie sprawdza temperaturę u mnie w pogodynce na tablecie. Potem każdemu MUSI powiedzieć ile jest stopni. Marzy mu się budzik. Nie rozumie, że budzik budzi go kiedy ja go nastawię, a nie kiedy on mu powie żeby dzwonił. Gada do niego jak do kolegi no i jak wszystko, to też mi podrąbał. Tak samo jak przywłaszczył sobie nasz nowy mebel (ława) i robi teraz u nas w sypialni przedszkole (panią jest oczywiście on). Pies też nie jest mój, tylko jego.

Stara się ogarnąć relacje. Pyta na przykład " jak dziadek był mały, to ty...", albo codziennie muszę kilka razy odpowiadać na pytanie "a jak ja miałem bym 4 lata, to moja koleżanka Ania ile by miała?" lub "a jak ja miałem 2 latka, to moja koleżanka Ania ile wtedy miała?".

Do generalizacji jednak bardzo daleko. Wczoraj wystrzelił do cioci z pytaniem:

- A gdzie jest ojciec twojego dziecka?

:D Nie żeby ojca nie było. Zwyczajnie nie wpadł na to żeby zapytać "gdzie jest wujek A"                                                                                                                                                                                                                                                                                                              

11:54, overloaded , rozwój
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 stycznia 2014

Podczytuję ostatnio (na "czytam" nie ma czasu) historię Axela z książki autobiograficznej "Barwne cienie i nietoperze". I dziś zauważyłam pewne podobieństwo u Kuby. Bawiłam się z Kubą autkami usiłując wytłumaczyć mu zasadę pościgu policyjnego. Oczywiście jest to grubsza sprawa. Autka dla Kuby są same w sobie dziewczynkami, syreny mogłogy nie być, a zabawa jak zwykle według jego pomysłu. Skończyło się pobiciem dziewczynki-autka. No więc drążę temat bicia. Kuba potrafi jak Axel zbywać ludzi swoim "przepraszam?", ale matkę ma nieugiętą. No i co się dowiedziałam? Otóż Kuba lubi sprawiać żeby inni płakali, bo wtedy to jest jak różowe wiatraczki na polu. A skoro jest aż tak fajne, to nie ma co się dziwić, że nie możemy się pozbyć tego zachowania. Trzeba pomyśleć czym to zastąpić. Axel porównywał odczucia do obłoczkowego kremu.

Kubuś ma też jak Axel swoją skalę oceny. Axel oceniał rzeczy w skali do 4. Kuba ocenia tak zmęczenie, ale w skali 0-10. Z reguły zmęczenie ocenia na 2, a siły na 10. Tylko, że to raczej odnosi się do jedzenia, a nie zmęczenia, bo przed jedzeniem ma 2, a po nim 10. Zmęczony nie bywa nigdy.

Dzisiaj godz. 22:00. 

- Mama, bo ja mam tu za mało światła do czytania - tłumaczy się z pokoju, a w tle słychać pstryknięcie.

- Bo ty masz tam światła do spania - odpowiadam.

Za chwilę był z pytaniem czy już jest rano :/

Co to będzie jak nauczy się czytać? Już próbuje. Teraz ma niecałe 4 lata, a po wieczornej bajce (tak, minęła fobia książkowa, ale tylko do wybranych pozycji) pałą go nie dobijesz. Siedzi więc i czyta odtwarzając słowo w słowo wraz z intonacją.

Tagi: polecam
23:41, overloaded , rozwój
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 grudnia 2013

Kuba jest bardzo inteligentną bestią. Dogonił rówieśników, a nawet przegonił w wielu kwestiach. Są jednak też takie, które odkrywa jakby z innej strony. Takim przykładem jest bramka bezpieczeństwa, którą już dwulatki rozpracowują podstawiając sobie krzesło lub coś innego. Kuba ma prawie 4 i nie wpadł na to nigdy. Nawet jak bardzo chciał znaleźć się po drugiej stronie.

Wczoraj mąż poszedł do pieca, a Kuba został czekając przy bramce. Usłyszałam, że wpadł na jakiś pomysł i coś niesie. Wyglądam do przedpokoju, a ten wziął stopień i stanął na nim.

- Co robisz? -zagadnęłam.

- Chcę zaświecić światło - odpowiedział - Muszę na tym stanąć, bo nie dosięgam - wyjaśnił.

- Acha. - rzekłam i wróciłam do kuchni słysząc dźwięk pstryczka.

Robię swoje i słyszę jak tam do siebie gada. Nagle słyszę "tu trzeba założyć nogę". Myślę sobie "czyżby wreszcie skumał?" i wystawiam głowę z kuchni. Patrzę, stoi na stopniu z jedną nogą zawieszoną na bramce.

- A co ty robisz z tą nogą? - dopytuję.

- Czekam na tatę - tłumaczy.

- A noga cię nie boli? - pytam z troską.

- Nie, dlaczego? - odpowiada zaskoczony.

- Taty długo nie będzie. Będzie ci niewygodnie tak z tą nogą - tłumaczę i wracam do kuchni.

Kątem oka widzę bieg przez przedpokój do sypialni, a potem tuptuptup powrotne. Po chwili wołanie:

- A teraz?

Idę zobaczyć co wymyślił i mało nie pękam ze śmiechu na ten widok. Kuba stoi z nogą zawieszoną na bramce, a pod nią podłożoną ma poduszkę.

- Teraz będzie wygodnie - tłumaczy rozpromieniony.

piątek, 29 listopada 2013

KUBA E. (Zabiłby mnie za to. Nawet plakietkę z napisem "pokój kochanego synka" wywalił za szafę, bo przecież to jego pokój, a nie jakiegoś synka)

Wiek: 3l 7m

Wzrost: 104,5 cm

Waga: 17kg

Ulubiony kolor: róż (niemal codziennie usiłował dorzucić do prania coś ciemnego żeby wszystko wyszło różowe; odkąd jego marzenie się spełniło, jest spokój; obecnie marzy o różowych ścianach; naciska też innych posiadaczy białych komnat na zastosowanie się do jego kanonu piękna)

Ulubiona potrawa: majonez lub margaryna (najlepiej łyżką; ma na swoim koncie pieczonego łososia w soku bobo frut wypitego-zjedzonego ze smakiem)

Ulubiona muzyka: wykonanie własne

Ulubiona bajka: Umizoomi (ma na nią szlaban, bo zbyt się ekscytował) i Strażnicy Miasta

Ulubiona książka: Cyfry

Zainteresowania: wiatraczki, kręciołki, elektrownie wiatrowe

Hobby: liczenie wszystkiego, co popadnie (dodaje i odejmuje  już w zakresie 0-10; nauczył się sam z książki "Cyfry")

Tagi: rozwój
10:59, overloaded , rozwój
Link Komentarze (3) »
środa, 18 września 2013

Lekarka orzekła szmery na tle alergicznym. Dla nas to nic nowego, tylko zastanawiające, że kaloryfery jeszcze zimne, a już miałby kaszel. No i po powrocie od lekarki, temperatura wzrosła jeszcze bardziej i ciężko schodzi. Nie panikuję, bo lekarka dobra i sumienna, a dziecko po to ma rodziców żeby dzwonili do niej jakby coś się działo. Poczekamy, zobaczymy. 

Jest coś, co się zmieniło i to diametralnie. Kiedyś pisałam, że Kuba lepiej funkcjonuje przy wysokiej temperaturze, bo tak było. Teraz mamy zmianę i wiem, że na lepsze. Dzióbek marznie! Wyobrażacie sobie? Kiedy rośnie mu temperatura, narzeka (to za mocno powiedziane, ale da się z niego wydusić takie zeznanie), że jest mu zimno. Nasze skaczące niegdyś po suficie dziecię, teraz siedzi pod kocykiem! przed bajkami. Widać po nim, że jest chory. Mówi, że podłoga jest zimna jak dotknie gołą stópką. Przychodzi na kolanka się ogrzać i sam wchodzi do łóżeczka. SZOK.

Zapisuję w rozwoju, bo to jest rozwojowe.

sobota, 07 września 2013

Chciałam jeszcze coś napisać, bo jest mi żal :(

Byliśmy kilka dni temu na pierwszych urodzinach Kuby kuzyna. To dziecko ma zaledwie rok, a biega, balansuje, utrzymuje równowagę. Kubuś jeszcze długo po rozpoczęciu chodzenia nie potrafił utrzymać równowagi. Upadając nie bronil się. Biegać nauczył się dzięki rehabilitacji i zaczął to robić mając dwa lata. Do dziś się przewraca i nie utrzymuje jeszcze samodzielnie równowagi na schodach. Kuzyn mając roczek robi "papa", odbiera telefon, daje buzi pluszakom. Nam nauka tego zajęła tyle czasu. Buziaków pluszaki chyba się nie doczekają nigdy. Kuzyn chodzi do ludzi, a nie do napisów, zegarków i innych ozdób, które ktoś miał. Ba! On rozpoznaje rodzinę! Kubuś zaczął nas dostrzegać mając 22 miesiące. No i te reakcje na sygnał telefonu, na czyjś głos, na zawołanie... On nawet wie gdzie jest przedmiot jak się go przed nim schowa i kombinuje jak się do niego dostać.

Nie jestem zazdrosna, nie jestem też już zła na los, ani na brak przytomnosci doświadczonych matek, które mogły coś powiedzieć. Ale pozostaje żal. Żal do tych wszystkich lekarzy, których prosiłam o pomoc. Ja miałam prawo nie mieć porównania, ale oni... 7 pediatrów, 3 gastroenterologów, 3 neurologów... Mam do nich żal.

poniedziałek, 15 lipca 2013

A tak w ogóle to chciałam się pochwalić moim słodkim pomocnikiem :) Kubuś od początku był wprowadzany w tajniki prac domowych i oto efekt:

Dzióbek nie jest obowiązkowy ani zbyt pomocny, ale jak sobie wymyśli, że chce pomóc to można się rozpłynąć. Mówi "mama zostaw, ja pozmywam naczynia" i przystawia sobie drabinkę (jego krzesełko). Pomaga mi obierać ziemniaki (wrzuca je do garnka, a ostatnio nawet myje), przygotowuje odkurzacz i trochę odkurza po swojemu. Regularnie robi ze mną pranie (umie już prawie dzielić na ciemne i jasne). Myje ze mną okna i podłogi ale jak mu się chce i oczywiście po swojemu. Umie segregować śmieci i wyrzuca do odpowiednich pojemników (uczy się przy tym rozróżniania materiałów). Jest moim kochanym pomocnikiem :)

11:44, overloaded , rozwój
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 lipca 2013

Do czego przyda się mania kręcenia nie wiadomo, ale pierwsze przejawy inżynierii już są. Oto nowy model pralki skonstruowany przez Kubusia:


 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi