nasze pomoce terapeutyczne

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wczoraj nie miałam już sił ani czasu się odezwać, a było o czym pisać. Pani "straszna" pokazała ludzkie oblicze. Na powitaniu celowo utrzymywała pozycję alfa ze względu na starsze dzieciaki. Nie zmienia to jednak faktu, że mogła ten sam efekt osiągnąć inaczej. Zawiodła tu organizacja, ale to normalne. Zawsze coś musi kuleć. Z naszymi maluchami jest ok. Wiadomo, jak zebraliśmy się w sali obok (niektórzy po oddaniu rozwrzeszczanych, kopiących i drapiących dzieci), każdy milczał nasłuchując czy to jego dziecko tak strasznie woła i wrzeszczy. Takie wrzaski i zachowania to nasza "normalność", a nie ma jak inaczej tego zmienić jak oddać dziecko w inne ręce i iść się uczyć. Na 9 dzieci jest 6 terapeutek. 4 z nich się uczą, dwie kierują. Zajęcia z nami prowadzi osobna pani, a jedna, która jest lekarzem (dr Skotnicka), nadzoruje wszystko. 

Cieszę się, że jesteśmy na tych warsztatach. Mamy szansę na krok do przodu.

sobota, 17 sierpnia 2013
Za mną dwa dni tyrania. Najpierw z nerwów wylizałam pół mieszkania (na resztę zabrakło doby). Potem nas popakowałam od A do Z, ugadałam noclegi, nakarmiłam i zawiozłam do hotelu (pardonsik - centrum konferencyjno coś tam, z salą konferencyjną przypominającą właśnie odgracony strych) na spotkanie organizacyjne. No i tu moje pierwsze rozczarowanie, ale może niezbyt słuszne. Brak profesjonalności przyćmiewała tylko niemal pycha pani prowadzącej. Nie wiem czy to działanie celowe i czy jutro, za zamkniętymi drzwiami, z dala od uszu dzieci, ujrzymy ludzkie oblicze tej pani. Instynkt podpowiada mi, że raczej nic się nie zmieni, bo pani ta zdaje się mieć na celu przywołanie do porządku również zatroskanych nieporadnych rodziców. Jeśli uważacie, że ekranowa superniania daje rodzicom burę, to nie widzieliście jeszcze TEJ pani. Zamiast powitania, zostaliśmy potraktowani jak rodzice pozwalający dzieciom na co chcą i przyjeżdżający na turnus żeby wychowanie dziecka zwalić na inne barki. No i jeszcze drobny mankamencik, który nie chce mi dać spokoju. Poza panią prowadzącą, udział w warsztatach bierze jeszcze 6 pań (chyba dobrze policzyłam). Wszystkie poza jedną, przedstawiły się "psycholog, prawie terapeutka". Tylko jedna powiedziała o sobie "terapeutka, prawie psycholog". No przepraszam, to ja powierzam moje dziecko uczennicom? Tak to ja też mogę powiedzieć o sobie "terapeutka". No cóż, po dzisiejszym mało zachęcającym wstępie, idę spać z nadzieją na lepsze jutro. Jedno jest pewne, krzywdy zrobić mu nie dam choćby nie wiem ile pieniędzy mnie to kosztowało. Jak na razie, mało "poznawczości" w tej ich metodzie poznawczo-behawioralnej.
środa, 07 sierpnia 2013

Działam. Dowiedziałam się, że szkolenie z terapii behawioralnej, na którym byłam, będzie we wrześniu bezpłatnie w Kartuzach (20min drogi ode mnie) w ramach długo oczekiwanych i uzyskanych, funduszy unijnych. Na razie jest oferta do osób pracujących z autystycznymi dziećmi. Obdzwoniłam zainteresowanych, wysłałam maile do przedszkoli, które mają dzieci z autyzmem. Wczoraj jeszcze porozwoziłam ulotki do PPP, orzekania o niepełnosprawności, poradni psychologicznej i centrum pomocy rodzinie. Strasznie się cieszę, że wreszcie coś rusza. Organizator obiecał osobne szkolenie dla rodziców. Prosiłam też o jakiś wykład dla rodzin żeby zbudować wreszcie zrozumienie dla zostawionych samym sobie, rodziców. Jeśli czyta to ktoś z Kaszub to serdecznie zapraszam :)


poniedziałek, 15 lipca 2013

Wczoraj doznałam oświecenia w sprawie Kubusiowych histerii i zamierzam coś wypróbować. Dam znać jak poszły próby. A Wam powiem tak: nagrywajcie trudne dla Was sytuacje tak, żebyście mogli je później przeanalizować. Ustawcie kamerkę tak, żebyście widzieli też własne gesty. Nagrywajcie przykre dla Was sytuacje żebyście mogli porównać ile się zmieniło. To podnosi na duchu. A dziecku nagrywajcie wszystkie sytuacje społeczne (spotkania na placu zabaw, spotkania z rodziną, wspólne posiłki, zabawy) żeby mogło je odtwarzać i uczyć się analizując. Będziecie też mieli porównanie zmian po np. roku. Ja tak robię od dawna i bardzo nam to pomaga.

Miałam napisać o czymś innym, ale skoro już otworzyłam kącik porad to napiszę póki pamiętam:

- dogadajcie się z lekarzem żeby przepisywał Wam krople do nosa zarówno w sprayu jak i kroplach. I tak ze wszystkimi innymi lekami (syropy, krople,  tabletki). Z doświadczenia wiem, że nie ma co dziecka do niczego zmuszać. Jak nie da sobie w nos psiknąć to zniesie krople, lub odwrotnie. U nas się to świetnie sprawdza. Jak nerwowo podchodzi do zabiegu to szybko psik i gotowe. Następnego dnia psikanie jest be, więc krople w sprayu lądują w nieufnej rączce, a do noska wpadają ciche kropelki. W razie ogromnych nerwów udaje się zakropić przez sen. Chodzi o to żeby nie naciskać na inhalacje lub krople w sprayu jak dziecko ma nadwrażliwy słuch w tym momencie. Trzeba być elastycznym i wyrozumiałym. 

- druga sprawa to problemy z kąpielą. Jeśli dziecko reaguje nerwowo na moczenie głowy zastanówcie się czy nie chodzi o hałas. Mnie się wydawało, że Kuba nie ma wielkiej nadwrażliwości słuchowej, a jednak teraz już wiem, że ma. Wypróbujcie kąpiel bez nalanej do wanny wody. Okazuje się, że może nie chodzić tak o szum wody przy uchu, jak o jej uderzanie w taflę nalanej wody. Wodę do pluskania można przecież nalać po umyciu głowy trzymając prysznic pod powierzchnią. A jak to jest jeszcze za wiele, bo dziecko nie może znieść kropli spływających po nosie to można użyć gąbki. My kiedyś używaliśmy zabawkowej konewki.

- trzecia sprawa to zęby. Myślałam, że to się nie uda, ale się sprawdziło. Pożyczyłam elektryczną szczoteczkę, kupiłam na próbę nakładki i działa. Mieliśmy bunty, raz chciał wirującą, innym razem bunt. Jednak myjemy nią, trwa to krócej, ja jestem spokojna, że zęby zadbane, on zadowolony, że szybko. Tylko muszę pilnować żeby szczoteczka była dobrze naładowana, bo jak osłabnie wydaje inny dźwięk.

- no i ta nieszczęsna pralka. Ile ja przeszłam histerii, bo nie chciał robić siku ani się kąpać. Nigdy nie rozumiałam jaka jest prawdziwa przyczyna. Rozumiem to dopiero teraz. Choć nigdy nie włączałam prania wieczorem ani podczas drzemki czy kąpieli to jednak dopiero teraz, kiedy mam pralkę, którą w każdej chwili mogę zatrzymać, widać różnicę. Kuba sam zatrzymuje i potem uruchamia pralkę idąc siusiu i jest absolutny spokój. Teraz jedynie wieczorem wpada w histerie z powodu kotków, które mogą wejść przez okno w łazience.

To taka garstka moich refleksji. Może komuś się przydadzą :)

niedziela, 14 lipca 2013

Miałam Wam pokazać pierwsze klocki, które sprowokowały Kubusia do konstruowania. Miał wcześniej kilka rodzajów klocków, ale nigdy nie widział potrzeby w ich budowaniu. Zawsze układaliśmy je razem ćwicząc rozumienie poleceń, znajomość kolorów i zabawę naprzemienną. Jedyną budowlą, która motywowała do działania było takie wysokie coś, co na górze miało ruchome części, którymi się kręciło.


Teraz trafiłam na takie oto klocki firmy Quercetti i to był strzał w 10. Budujemy z nich rozmaite konstrukcje od kosiarki do dywanu, który robi za trawę, przez restaurację dla owieczek, po wesołe miasteczko dla żab. Kuba bawi się sam, zaprasza do zabawy, dzieli się, przebudowuje, używa samych wiatraczków w zabawach na niby, dołącza inne przedmioty, rozwija wyobraźnię. Jeśli Wasz maluch lubi wiatraczki i wszystko, co się kręci, te klocki to prezent wszechczasów. Świetnie można wykorzystać je też do wczesnej terapii małych dzieci jako nagrody. Widziałam je w wielu gabinetach terapii dzieci autystycznych. Oto klocki Georello Gears:

 

A to pionier konstrukcji klockowej :)

I klocki Georello Tech, które byłyby spełnieniem jego marzeń:

Chciałabym też uzupełnić je kiedyś o te Migoga Marble Run

Firma Quercetti, jak wcześniej polecana przeze mnie Akademia Czuczu, dostaje ode mnie 5 gwiazdek. Klocki są z bardzo dobrego tworzywa, nie drapią, nie łamią się, a zestawy można łączyć tworząc imponujące dzieła.

środa, 17 kwietnia 2013

Jak pisałam wcześniej, znaleźliśmy bajkę do naśladowania. Jest to bajka "Tree Fu Tom". To pierwsza, którą Kuba naśladuje, a ponieważ minęły mu już lęki związane z wydarzeniami z bajek, będziemy ją oglądać. Polecam Wam ją, może Waszym dzieciom też się spodoba. Jest to bardzo rozwojowa pomoc. Rodzicowi daje chwilę odetchnąc wiedząc, że dziecko się uczy. Bajkę można kupić na płycie. W sprzedaży są figurki, playsety i przebranie Tree Fu Toma oraz wiele innych gadżetów. Jest nawet mata do wykonywania ruchów jak te do tańczenia. Dla nas to muzyka dalekiej przyszłości, ale może kiedyś i do tego dojdziemy :)

Komu tego nie polecam? Dzieciom z lękami wywołanymi bajkami, dzieciom, które nie znają jeszcze podstawowych gestów. Nie polecam dzieciom, które nie opanowały generalizacji zwierząt. Dlaczego? Bo jest zasada - rzeczy zbyt łatwe i zbyt trudne nie mają działania terapeutycznego. Jak sami widzicie na obrazku, bohater jest bardzo skomplikowanej budowy, czego nie ogarną dzieci nie rozumiejące jeszcze rysunków. Żaba ma ręce co też może przerażać jeśli dziecko nie rozumie jeszcze pojęcia "żarty" i "na niby". 

piątek, 12 kwietnia 2013

Czas mnie goni, ale muszę to polecić, bo nie wytrzymam. Genialna zabawka! Zobaczyłam to w sklepie ToysRus i pomyślałam, że może być fajne. Jak się okazało, przeszło najśmielsze wyobrażenia :D Jest to Cars Ramones' Color Change Playset. Po polskawemu, Lakiernia Ramona firmy Pixar. 

Wygląda to tak:


I jest genialne! Jest wszystko, czego trzeba żeby utrzymać dziecko przy zabawce. Jest zjeżdżalnia, winda, kręcenie kółkiem, ściskanie pompki do polewania, ciepła i zimna woda, zmiana kolorów. Genialne! Wszystko, czego trzeba do rozwoju motoryki, koordynacji, dowrażliwiania wzrokowego i dotykowego. Można wykorzystać do nauki kolorów, różnicy temperatur, a przede wszystkim, rozumienia ciągu wydarzeń. Zabawka świetna zarówno w domu (wystarczy podłożyć ręcznik), jak i plenerze (nad jeziorem jak dziecko nie lubi pływać, w ogródku kiedy nie lubi przebywać na zewnątrz). Świetne też dla rodzeństwa. Każdy znajdzie coś dla siebie. Można też uczyć zabawy turowej. 

Kuba to uwielbia. Codziennie jesteśmy przynajmniej godzinę w łazience i bawimy się tym.Nawet mnie zaskoczył wyciągając tackę, która tam jest i opróżniając ją z wody nie rozlewając po drodze. Blisko miał, bo był obok bidetu, ale to i tak sukces jak na niego (upadł dziś na głowę ściągając majtki do siusiania). Trochę się zakręcił, bo po wylaniu owej wody odkręcił kran i nalał do pełna, a potem usiłował włożyć do zabawki :) Jednak ja i tak pękam z dumy, że umie to wyjąć i włożyć.

Do zabawy używa się autek color changers tej samej firmy. Jedno jest w zestawie, a można dokupić jeszcze sporo różnych.Nie trzeba chyba mówić, że to idealny prezent dla fana Carsów :)  Jest też taka zabawka zrobiona dla HotWheelsów jak ktoś woli. Mnie bardziej podobała się ta, a myślę, że HotWheelsy też do niej wejdą.

Dla nisko-funkcjonujących się nie nadaje. Nie ryzykowałabym z tą zmianą kolorów i zbyt dużym skomplikowaniem. Za to widziałam coś, co dla nich byłoby super zwłaszcza jak nie lubią kąpieli. Muszę tylko to odkopać w necie. 

Kasiu, Krzysiu, myślę, że Wasi chłopcy byliby zachwyceni tą lakiernio-myjnią :D

wtorek, 02 kwietnia 2013
http://kordella.blogspot.com/2013/03/gadu-gadu.html?m=1 Kuba mówi, więc się takimi aplikacjami nie zajmowałam, ale gdyby nie gadał z pewnością bym w to weszła. Polecam bloga Kasi, która we wspaniały sposób opisała aplikacje do komunikacji z dziećmi (i nie tylko), które nie mówią. Adres macie powyżej. Kasiu kawał dobrej roboty :)
Dziś znów jechaliśmy do babci, bo jutro jadę na polowanie na dziczyznę i kolejne urzędy załatwiamy. Nie mam tu nawet przyzwoitego internetu, a na telefonie kiepsko się skrobie, ale Agata sprowokowała mnie do napisania. Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka T jak "tablet" :) Mąż kupił mi tablet, bo miałam starego rzężącego laptopa, do którego i tak przez cały dzień nie mogłam podejść, a wieczorem ostatnią rzeczą, której chciałam było jego buczenie i grzanie się. Potrzebowałam czegoś na sekundowe sesje, czegoś co by pozwoliło czytać blogi z doskoku w trakcie gotowania. Tablet był strzałem w 10. Na początku miał być tylko dla mnie żebym mogła coś zrobić kiedy Kuba byłby zajęty bajkami lub Sokratesem. Oczywiście to, co ma mama jest lepsze i plan spalił. Na początku nie było problemu, bo nie wiedział co to. Jednak szybko zobaczyłam, że korzyści terapeutyczne są zbyt wielkie żeby chować to dla siebie. Czy Kuba się uzależnił? Owszem. Czy jest histeria i odrywanie? Tragedii nie ma, bo nie zabraniam. Sam mi go nawet oddaje mówiąc, że się pobawił :) Tego było nam właśnie trzeba. Żadne nagrody jedzeniowe nigdy go nie pociągały. Kuba jedną czekoladę je od 3 miesięcy i jeszcze nie zjadł połowy. Nagrody społeczne to coś czego dziecko trzeba najpierw nauczyć, a ileż można nagradzać wstawianiem pralki lub myciem naczyń, co po pewnym czasie przestaje być społeczne i przeradza się w złe wzmocnienie. Wiadomo, że chciałoby się nagrodzić dziecko wspólnym lepieniem bałwana lub jazdą na sankach, ale w przypadku dziecka, które po minucie jest już myślami gdzieś indziej to się nie da. Włączyłam więc tablet, pokazałam co można na nim robić fajnego i zostawiłam żeby się wciągnął. Teraz wiem co go kręci, które aplikacje zostawić, a które usunąć. Dzięki obserwacji co z nim robi, wiem co włącza dla zabawy, a co jak jest zmęczony i się stymuluje. Jest to świetne narzędzie motywujące. Uzależnienie obracam na korzyść stosując tablet w nagrodę, a dalej są same plusy. Usprawniła się poranna toaleta i ubieranie kiedy dziecko chce tylko zalegać przy bajkach i jest głuche na polecenia. Popsioczy, pomarudzi, ale zrobi wszystko. Nowe umiejętności lub pojęcia, do których podchodził jak do jeża, tu o wiele szybciej do niego trafiają. Jak go coś irytuje i powoduje frustrację, wyłączam i wracam do tego innym razem, a z każdym razem jest lepiej. W realu wydałabym kupę kasy na pomoce, które leżałyby w kącie, a tak mam możliwość zobaczyć co trzeba poćwiczyć, jakie ćwiczenia podziałają, z czym będzie pracować i czego nie tknie. Na tej podstawie wybieram potem zabawki. Pewne rzeczy, których nie mógł pojąć w 3D, załapał w 2D. Wybieram aplikacje z nagrodami w sobie i dzięki temu mam chwilę dla siebie. Korzyści są tu ogromne. Od nauki komunikacji, przez naukę czytania, po rozrywkę nocną :D Wiadomo, że każdy boi się uzależnienia, dużo ludzi brzydzi się nagradzaniem, ale ja tak wyciągnęłam Kubę do ludzi. Każdy ma jakieś nałogi. Starsze dzieci nagradza się kieszonkowym, dla dorosłych nagrodą za pracę jest pensja, dla autysty nagrodą jest coś, co go stymuluje. Czy to będzie kręcenie kółkami, sortowanie, przekładanie literek, układanie rzędów, czy tablet - ważne, że MOTYWUJE do POSTĘPÓW. Nie łudźmy się, że nasze dzieci unikną behawiorki. Szkoła, praca, wojsko to przecież behawiorka. Prędzej czy później się z tym zetkną, tylko niestety w gorszym wydaniu.
poniedziałek, 01 kwietnia 2013

Słowo się rzekło, kobyła u płotu :)

Polecam androidowo:

Forma for kids - produkcji Whisperarts proste memo i dopasowywanie dwuelementowe z nagradzaniem)

Kubuś klocki - produkcji producenta soków Kubuś (świetne ćwiczenie na ciekawych przykładach)  bez tego Kuba nigdy nie załapałby odwzorowywania układów. Zrobili też Kubuś Gry, ale Kuba sobie z nimi nie radzi, bo wymagają refleksu. Chyba napiszę do nich z prośbą żeby zrobili regulację prędkości, bo zrobione genialnie, tylko strasznie szybko to leci. 

Farm Animals Free - lubi sobie to poklikać :) Nie wiem czy przypadnie do gustu nisko-funkcjonującym. Odgłosy mogą ich przerażać, irytować lub przestymulowywać. Tu trzeba wypróbować różne i raczej nie pozwalać na samodzielne użytkowanie.

Musical Lite - genialne. Dziecko może poklikać sobie na różnych instrumentach. Kuba uwielbia perkusję, ale świetnie też ćwiczy na pianinie zaprogramowane melodie. Świetne ćwiczenie z naśladowania. Klawisze, które trzeba przycisnąć podświetlają się na czerwono. Ta aplikacja nadaje się dla nisko i wysoko funkcjonujących i jest bardzo rozwojowa. Agata, jeśli to czytasz, to z pewnością spodoba się Jasiowi :)

C.D.N. lecę pojeździć z synkiem autami :D

 
1 , 2
Tagi