wtorek, 25 września 2012
Ja pierd. Kiedy ja w końcu odpocznę? Odjechał przed 18 przy telewizorze. To ja tyle razy próbuje go położyć na drzemkę bez skutku, a on odpada ni w 5 ni w 10 :/ Po 1,5h udało się go dobudzić. Lepiej tak, niż jakby miał obudzić się o 23 i zasnąć o 3. Z trudem, ale zasnął o północy. Uff... Odpadam.
poniedziałek, 24 września 2012
Jemy obiad. Ja już zjadłam, Dzióbek jeszcze kończy. Cisza jak makiem zasiał. Nagle Dzióbek wybucha "aaaaaaaa!" i biegnie do pokoju wołając: "mam karę". Powrzeszczał, wraca, siada do stołu i dumny z siebie oznajmia: "poszedłem się uspokoić, widzisz? Już jestem spokojny" I uśmiech od ucha do ucha. Moje dziecię jest zmęczone. Najpierw jazda o sikanie na nocnik, potem skakanie po wszystkim jak w maratonie, cztetokrotne obrażenia głowy i jeszcze bardziej nakręcony. W końcu lata po mieszkaniu i zasłania wszystkie okna mówiąc, że jest noc. Pytam go w końcu: "jesteś zmęczony?" - " jestem zmęczony". Godzina 17. Pytam więc "mama pójdzie nagrzać wodę. włączyć ci minimini?" i idę do salonu za rozpędzonym autem. Odpowiedzi oczywiście nie dostąpiłam. Dziecię uwaliło się w punkcie do oglądania TV i nie uraczy mnie swoją uwagą. Zrobił ogromne postępy, ale jak jest zmęczony (a nigdy nie wiadomo kiedy) to nie ma z nim kontaktu. Nie powie wtedy, że jest głodny ani, że chce pić, co już potrafi zasygnalizować. Po prostu wpadnie w szał bez żadnego ostrzeżenia. Sygnalizowanie zmęczenia leży i kwiczy. On nigdy nie jest zmęczony choćby miał już odjazd. Od paru tygodni przechodzi mu wreszcie przez gardło zdanie " jestem zmęczony", "nie mam sił" lub "jestem śpiący". Oczywiście w postaci echolalii na zadane pytanie.
18:03, overloaded
Link Dodaj komentarz »
Dzióbek obudził się wczoraj o 18 i zasnął o 23:30. Dzięki temu myślę, że dobrze zniesie wizytę u psychola. Nasze Słonko czeka na śnieg i codziennie sprawdza czy już jest. Wywleka z szafy rękawiczki i każe sobie ubierać. A ja wyrodna matka mówię żeby uczył się sam to robić. Drze się przy tym jak opętany, bo jak zwykle ma nerwa, że coś mu nie wychodzi, ale nie zostawi tego. W końcu udało mi się go namówić do zajęcia się czymś innym, bo już wpadał w czarną rozpacz i moje uszy też. Muszę dawkować mu te lekcje, bo gotów obrazić się na nie tak, że potem byłby problem z założeniem jakichkolwiek rękawiczek. Problem dość duży, bo Mały Dyktator nie czuje jak marznie i nawet odmrożenia nie byłyby w stanie go przekonać. Wredna matka wykorzystała fascynację zimą i pomierzyła na fanie zeszłoroczne czapki i rękawiczki. Zawsze martwię się na zapas, a rozwiązanie przychodzi samo. Dzióbek czeka też na tatę. Jak widzi samolot albo balon od razu macha tacie i mówi, że do nas leci. Też czekam. Przyjeżdża aż na tydzień, więc nie zdążymy się pokłócić. Dziś się dowiemy czy faktycznie ma bilety na 1 X. Muszę z Dzióbkiem poćwiczyć rozróżnianie smaków, bo te jego mieszanki przyprawiają o mdłości. No i te plany aktywności aż się proszą. Skacze od jednego do drugiego jakby miał mrówki w tyłku. Właśnie poczuł zew do mycia zębów. Już trzeci raz dzisiaj.
12:34, overloaded
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2012
Szaleje już 9 godzin i jest coraz bardziej nakręcony. Właśnie przykręca śrubki pod stołem. A za oknem leje i wieje cały dzień. Bawiliśmy się, sprzątaliśmy (muszę się ruszać żeby nie zasnąć), czytaliśmy książeczki, a nawet leżałam z nim w łóżku żeby się wyciszył, ale tylko myślał o zrobieniu ze mnie zjeżdżalni. Przed chwilą brał się za pieczenie ciasta, a teraz przywlukł słoik z patisonami i domaga się krojenia. Zjadł furę ryżu, dobił całą bułką, a teraz twierdzi, że jest głodny. Po sekundzie bawi się już swoją zabawkową kasą. W takie nakręcone dni nie można go ani zabawić, ani wyciszyć, bo uwaga skacze jak pchła. Najgorsze, że im dalej, tym trudniej jest mu zasnąć, a jak zaśnie przemęczony, będą nocne wrzaski i obsesje. Jutro psycholog na 13:30. Będzie jazda albo w gabinecie, albo pod domem, bo jutro będzie mega-zmęczony (nie mylić z chęcią spania). Wypróbowuje kolejną metodę - ciepła herbatka i chrupiące kółeczka. Może podziała, bo zjadł pare i już leży na stole. Ktoś zapytałby czemu ta wyrodna matka nie weźmie biednego dziecka do łóżeczka. Otóż Dzióbek potrafi zamknąć oko na sekundę, po czym je otwiera i leci szaleć wołając, że przecież już spał. Tudzież wpada w szał, bo przecież nie chciał spać i przez godzinę nie idzie zahamować galopu obsesyjno-kompulsywnego. Śpi. Udało się zanieść go do łóżka jeszcze świadomego. Sugerowanie czymkolwiek, że idzie spać to stąpanie po cienkim lodzie, ale dzisiaj miałam farta. A ja muszę napalić w piecu, bo nie wiem jak będzie. Co za ulga, że kupiliśmy w tym roku piec i bojler. Z poprzednim byśmy już zamarzli. Mamy wrzesień i 10st. w dzień. Dobrze, że Dzióbek mieści się jeszcze w swoje jesienne buty, bo nie wiem co bym mu miała ubrać. O kurcze. Tylko co ja na siebie założę :/
Nigdy sie nie nauczę, że trzeba spać jak tylko jest okazja :/ Obudził się jak szłam spać. Zasnał o 2, wstał o 6. Ale nie mogę narzekać - przez ostatnie 3 dni kładł się spać o 19:30 i spał całą noc. No z jednym wyjątkiem jak wstał o 23 i zasnął o 2. A może to była 4. Sama już nie wiem. Wszystko mi się zlewa i tracę rachubę.
Są takie chwile, na które czekałam. Takie, że nawet taka twardzielka jak ja, ma chęć się rozpłakać. Niosę dziecko do jego łóżeczka, a on z chwilą położenia obraca się na boczek i mówi "jeszcze szlafroczek". Rany ile ja na to czekalam. Nie śmiałam nawet marzyć, że osiągniemy taki etap. Moim najśmielszym marzeniem było żeby przychodził do nas w nocy. Tylko tyle. Nie zlicze ile nocy walczyliśmy. Kiedy w koncu zasypiał można było coś zjeść, posprzątać i umyć się. Scenariusz nigdy nie był dokładnie taki sam, ale z reguły kiedy już mogłam paść, wtedy budził się Dzióbek. W najlepszym przypadku mogłam przespać dwie godzinki zanim się budził i dwie godziny się bawił zanim znów zasnął. Ale to były tak zwane święta. Z reguły już od 23 zaczynały się wrzaski. Wrzeszczał jakby go obdzierali ze skóry i tak co godzinę aż w końcu o 2 "budził się' i wrzeszczał bez opamiętania. Prężył się, wyginał, drapał i odpychał z całych sił. Pamiętam jak raz wrzeszczał przez 4 godziny. Pamiętam jak płakałam razem z nim kiedy już nic nie mogłam zrobić, a on nie przestawał. Widzieć cierpiące dziecko i nie móc nic zrobić to tortura dla rodzica. Nigdy nie wiedziałam czy robi to przez sen, czy nie. Móc go przytulič, móc spokojnie położyć do łóżeczka to były nasze marzenia. A teraz, po roku terapii, przychodzi do mnie z poduszką. Mówi, że jest głodny lub chce mu się pić. Zasypia obok mnie. Daje się przykryć kołdrą! I mogę spokojnie spać wiedząc, że pośpi do rana. Bezcenne.
piątek, 21 września 2012
Znów boli mnie brzuch. Najpewniej wątroba mnie tak wywala, ale sama już nie wiem. Po tym wszystkim i w tym wszystkim to bardzo możliwe, że mam już wrzody. Dzióbek śpi. Jak się spodziewałam, zasnął o północy. Moje kochane 2,5 - letnie dziecko zasypia o tej porze. Niestety, od zarania dziejów miał problem ze spaniem. Przez pierwsze 3 miesiące nie spał prawie wcale. Teraz i tak jest już bosko. Pamiętam dni ciągłego wrzasku, a po nich wrzaski w nocy, których nie dało się utulić niczym. I tak bite dwa miesiące. Potem trochę odpuszczało i znów wracało. Lekarze mieli wszystko gdzieś, a ja twardzielka wyłam w końcu razem z nim. Nie wiem jakim cudem to wszystko przetrwałam. Dlatego teraz jestem w takim stanie rozkładu. Nikt nie może przejść takiej udręki bez cienia na psychice i zdrowiu fizycznym. Cesarka, zespół popunkcyjny, mąż wyjechał w dzień po porodzie. W domu, mimo obietnic, nikt w niczym mi nie pomógł. Po dwóch tygodniach w szpitalu wróciłam do wyziębionego domu i lodówki pełnej zepsutego jedzenia. Nie miałam nic do jedzenia ani możliwości zrobienia zakupów. Byłam wykończona i potwornie głodna. Nie sądziłam, że szpitalny obiad będzie moim ostatnim dobrym posiłkiem. Nie było powitania, gratulacji, życzliwości. Rodzice z oszczędności nie palili już w piecu. Woda była lodowata, a pokój ogrzewałam dwoma grzejnikami. "Czar" prysł z chwilą wyjścia przez szpitalne drzwi. Jeszcze dziś, po takim czasie, ciężko mi to wspominać. Starałam się zamieść to w najgłębszy kąt mojej pamięci, ale jak zapomnieć jedzenie spleśniałego sera, ogrzewanie lodowatych rąk nad grzejnikiem, chwile kiedy myślałam, że zemdleję z głodu. Poradziłam sobie. Jednak po 3 tygodniach zaczął się nie kończący się koszmar. Dzióbek wrzeszczał całymi dniami i nocami. Wszyscy mówili, że to kolka. 17 miesięcy, 7 pediatrów, 3 gastroenterologów i miliony upokorzeń później okazało się, że jest autystyczny, ma obniżone napięcie mięśniowe całej połowy ciała wymagające rehabilitacji, prawdopodobnie ma padaczkę przysenną i inne choroby, które nadal staramy się zdiagnozować. Po pół roku samodzielnej terapii i pół roku odchorowywania, staram się dziś stanąć na nogi żeby dalej walczyć. Na rodzinę nie mam co liczyć. Nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Czy będę walczyć z mężem, czy w pojedynkę, czas pokaże.
czwartek, 20 września 2012

Notorycznie nie mam czasu. Bloga zakładam któryś raz. Tym razem stykło czasu i nie zasnęłam. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Dzióbek się budzi. Poszaleje do północy po tej "drzemce", więc to wszystko na dziś.

18:29, overloaded
Link Dodaj komentarz »
1 ... 31 , 32
 
Tagi