środa, 26 lutego 2014

No to żem się rozchorowała. Chyba mam anginę. Za dużo razy widziałam ośrodek. Wczoraj jeszcze byliśmy u laryngologa Kuby. Dzióbek nie ma jednak OMS :) w uszach miał korki i po wyczyszczeniu już dobrze słyszy. Za tydzień idziemy jeszcze na tympanometrię i mam nadzieję, że pożegnamy się już z tym lekarzem. Jest koszmarny. Nie ma za grosz podejścia ani do dzieci, ani do dorosłych. Robi gwałtowne ruchy i nawet najmniejsza czynność wygląda przy tym groźnie. Dzicz totalna.

Nadal więc nie wiem czemu Kuba tak choruje. Przedwczoraj wreszcie wyszli na plac zabaw. Od września dzieci wychodziły dwa razy. Siedzą i kiszą się w tych zarazkach i wirusach. Teraz też nie wiem czy wytrzyma do końca tygodnia. Wczoraj dowiedziałam się, że w piątek mają bal. Cholery można dostać z tym ich informowaniem. Teraz muszę latać szukać stroju i jeszcze ciasto upiec. Kuba chce być motylkiem. Oczywiście RÓŻOWYM. Zbieram się póki temperatura spadła. Choćby miał się rozchorować, mama strój musi mieć. Jak biedaczek nie będzie mógł pójść na swój pierwszy bal to chociaż w domu będzie motylkiem.

sobota, 22 lutego 2014

Jestem... zawalona, totalny brak czasu na internet.

O kawusi mogę sobie pomarzyć. Zresztą znów jestem na lekach. Po chwilowym odstawieniu już nie mogłam wyrobić z bólu. Piszę przy obiedzie czego nie powinnam robić ze względu na małego prześladowcę. Prześladowca, bo jak nie chodzi do przedszkola to zasypia o 22. Wstaję o 7:30 i o 20 marzy mi się już chwilka odpoczynku. Niestety w sferze marzeń pozostaje, bo Kuba chodzi za mną jak cień.

Od rana jestem w kuchni. Tata poprosił mnie o zrobienie babeczek na jego urodziny. Nogi mi już uszami wyszły, a tu jeszcze mięso czeka na zmielenie, bo zaplanowałam robienie klopsów. Muszę uzupełnić zamrażarkę gotowymi obiadami w razie choroby. Te bóle brzucha dają mi popalić.

Kuba ostatnio mi się popsuł. Jak zawsze chętnie mi pomagał, tak teraz wyręcza się swoimi wyimaginowanymi koleżankami. Jazdy mam z nim takie, że mózg w poprzek staje. Nie mam już sił ani pomysłu. Jak tylko dodzwonię się do psychiatry to go umówię. Uszy mu się wyczyściły i wróciła nadwrażliwość słuchowa. Słyszy nawet psa sąsiadów. Laryngolog z naszego ośrodka ma chyba najgorsze podejście do dzieci, jakie widziałam. To jeden z tych, co za pieniądze wejdą bez masła, a na NFZ pracuje za karę. Na razie chcę tylko dowiedzieć się co tam widzi i dostać skierowania na badania. W końcu ileż można za wszystko płacić. 

Wczoraj byłam kontrolnie u okulisty. U mnie wszystko dobrze, ale u Kuby pielęgniarka zauważyła zeza. Lekarka wzięła go żeby to sprawdzić i faktycznie coś jest. Termin badania mamy 15 kwietnia. Pani doktor była Kubą zachwycona. Pomagał jej robić badanie, przybijał pieczątki. Ciekawe czy będzie równie zachwycona jak spróbuje zakropić mu oczy.

Idę robić dalej. Miałam Wam tu napisać, że biorę 2 tygodnie urlopu żeby zająć się wykańczaniem domu, ale nie zdążyłam, jak zwaliło mi się mnòstwo spraw. Dom znów musi poczekać.

środa, 12 lutego 2014

Mówiłam, że nic mnie już nie zaskoczy? A jednak!

O 12 odebrałam Kubę z przedszkola. O 14:30 zjedliśmy obiad. O 17 nagle zasnął podczas zabawy. On i spanie, coś tu nie gra. Pomyślałam, zmiana pogody. Przed 18 obudził się z potwornym płaczem. Bolały go uszy. Szybko dałam mu Nurofen i dzwoniłam do ośrodka. Na szczęście dziś przyjmował laryngolog. Pomijając perypetie ośrodkowe, bom już padnięta, streszczę do minimum. Otóż dziś się dowiedziałam, że laryngolog z Gdyni trochę minął się z prawdą mówiąc, że to coś częstego w tym wieku i nie groźnego. W rozpoznaniu napisał czarowne OMS Bil Susp. a ja nie wiadomo czemu nie wiedziałam, że jest to OBUSTRONNE WYSIĘKOWE ZAPALENIE USZU, co jest poważną chorobą. No tom się zdziwiła. Dziś i jutro płuczę mu uszy, rano załatwiam skierowanie, bo dziś mi nie dali (szczegóły pomijam) i o 13 jesteśmy u niego na badaniu. Sprawa jest poważna.

Jutro więc walczę jak lwica o skierowanie. Mam też spotkanie z dyrektorką przedszkola w sprawie realizacji kształcenia specjalnego. Oj polecą drzazgi.

Matka wzięła się za siebie. Ino żeby mi sił i KASY starczyło na tę troskę o zdrowie. Wczoraj poszłam na badanie krwi. Jak mnie podliczyli to dobrze, że karetka była na miejscu, a sanitariusz w gabinecie, bo mało nie padłam. Długo główkowałam czy da się z czegoś zrezygnować, ale w końcu zrobiłam wszystko. Morfologia, CRP, wit B12, wit D, hormony i minerały. Głupia D kosztowała 77zł :/ Ale warto było zrobić. Wyjątkowo tarczyca w normie, za to anemia na całego. Witaminy D mniej niż na lekarstwo. Ferrytyna bliżej zera. A hormony to dopiero bida z nędzą. Teraz w kolejce endokrynolog i ginekolog. Zalecenia laryngologa w trakcie i niedługo kontrola. Wygląda na to, że to jednak był u nas refluks, bo (odpukać) nie kaszlemy. Ja okulistycznie załatwiona, kontrola za pół roku tylko okulary nowe trza. Na koniec zostanie mi jeszcze dermatolog, bo mam leki, ale nie mogę ich teraz brać. Potem dentysta, bo jeden ząb jest do zrobienia. No i wreszcie może neurolog doczeka się mego objawienia. A może jednak iść do psychiatry i poleczyć się na głowę, bo jak pomyślę ile kasy będę musiała wydać to mi się już gorzej robi :/

Najgorsze, że Kuba też musi iść na badanie krwi, a po ostatnim ma taki uraz, że marnie to widać.

sobota, 08 lutego 2014

Nie odzywam się, bo zdycham. Nie chce mi się tu pisać tylko o dołkach, ale tak jakoś wychodzi. Flaki mi ostatnio tak dawały popalić, że uruchomiłam wszystkie przepisane leki na refluks. Żeby było fajniej jeszcze się wykrwawiałam. Podobno mają zlikwidować podpaski. Jestem za, jeśli będę mogła poleżeć te 3 dni w wannie. Innego wyjścia nie widzę. Acha i żeby mi ktoś jedzenie przynosił i w piecu palił. Do wieczora więc zdychałam od bebechów, a wieczorkiem baniak pękał od kręgosłupa. Wychodzi podróż trzydrzwiowym autem na tylnim siedzeniu. Wsiądź, wysiądź, włóż jeszcze 17kg na fotelik i masz. Tak, włóż, bo dzieć nagle odumiał się wsiadania. No właśnie, fotelik. Olśniło mnie, że od zakupu nowego dzieli nas już tylko 0, 5kg :/

Żeby nie było mało, Kuba daje popalić. I to ostro. Nie wiem co go nagle trafiło. Odstawia jazdy w sklepiach, na ulicy, wszędzie. Myślę, że ta nagła zmiana pogody może go tak wzięła. Oby, bo właśnie chcę go wysłać na naukę pływania i nie będę tego robić za cenę swojego zdrowia. Dziś oberwałam spodniami w oko. Nie zdążyło się zamknąć. Chyba nie spodziewało się ataku. Boli mnie teraz jak diabli. Oby tylko pozostało na miejscu. Wszyscy mi mówią weź się ubezpiecz, bo to chłopak wybij okno jest. Ubezpiecz się od szkód! Ja powinnam się chyba na życie i NNW ubezpieczyć. Nos cudem mam jeszcze cały tyle razy z bańki oberwałam. Zęby też się już chwiały, ale na szczęście skończyło się tylko na pluciu krwią. Oko już drugi raz zaliczone. I to tylko dlatego, że spodni nie chciało mu się ubrać. Strat moralnych nawet nie liczę.

wtorek, 04 lutego 2014

Kasa leci jak głupia. Mam jakiś sezon pseudoawarii. Zaliczyliśmy alergologa - najgorzej wydane 140zł ever. Do dziś widzę te jej maślane oczy, a za nimi totalną pustkę. Dwa miesiące temu zepsuła się nam pompa CO. Dobrze, że ojciec mial starą na zmianę, bo w serwisie orzekli, że nic jej nie jest. Pompa bagatela 400zł więc bosko, że mielismy tą stara. Dzis dzwonię do elektyka, a ten mi mówi, że autku nic nie jest. Nie no fajnie, ale jak akumulator nie chciał się wcale ładować to po 3 dniach skapitulowałam i kupilam nowy. A tu sie okazuje, że zwyczajnie mózg mu zamarzł. Nauczka na przyszlość jak zwykle droga, bo 300zł poszło i elektryk też za przegląd weźmie. Wczoraj laryngolog 200zł, leki od niego kolejne 200zł. Jedno co dobre to to, że trafiliśmy do bardzo dobrego lekarza. Warto było tyle czekać. Od razu wiedział co dolega Kubie i wyslał nas na badanie. Mnie też dokladnie obejrzał i zalecił leki. Oboje mamy podejrzenie refluksu. Stąd ten nasz kaszel i to kolejny lekarz już nam to mowi. Dodatkowo mamy alergię, która nakładając się na to, daje tak ostry przebieg. Podczas ostatniego Kaszlu Kubusia byłam z lekarką na telefonie, bo podałam już maksymalną dawkę leków, a on nie przestawal kaszleć. Mnie też Ventolin już nie pomaga i pozostaje mi się modlić. Na szczęście teraz mamy już jakiś plan leczenia. Dostalismy ścisłe wskazania i drogą eliminacji będziemy dochodzić przyczyny. Moje skierowanie na gastroskopię leży w szufladzie i tam na razie zostanie. Najpierw wykluczymy refluks, potem alergię, a jak to nie bedzie to to helicobacter i wymaz z gardla (mam podobno obleśne migdałki). A Kuba przez 16 dni będzie dostawal krople, a potem pójdzie na tympanometrię uszu. Jak tam będzie wszystko ok to endoskopowo trzeci migdał, ale na razie go zostawiamy, bo gardlo na to nie wskazuje. W kaszlu mamy włączyć leki na refluks i jeśli pomogą to będziemy znali przyczynę. I nie mówić mi tu, że matka o siebie nie dba, bo u alergologa i laryngologa była ;P

Kuba ogląda Diego. W bajce bohater pyta:

D: Jesteście tacy silni jak jaguary?

K: Nie.

Coś tam porobili i Diego woła:

D: Teraz jesteście tacy silni jak jaguary!

K: Nie, ja nie jestem taki silny. Ja mam teraz sił 109.

No i tu od razu wspomnę, że Kuba liczy już do 40 bez zająknienia i ogarnia setki. Jest to oczywiście na razie działanie prawopółkulowe, bo potrafi powiedzieć ciąg, a nie powie co jest między 46 a 44. Lewopółkulowo ogarnia 1-10 i w tym zakresie dodaje oraz odejmuje. Poznałjuż dni tygodnia i wie o co chodzi. Kojarzy już, że po niedzieli zawsze jest poniedziałek i często pyta "mama, co dzisiaj jest?". Jak powiem "środa" to skacze z radości i chce jechać po tatę. Tak sie złożyło, że tata zawsze przylatywał we środę. Zajumał mi kalendarz JiM do swojego pokoju, ale żeby uzmysłowić mu działanie kalendarza kupilam mu taki mały z wyrywanymi karteczkami. W ten sposób łatwiej ogarnie zależności czasowe. Na razie codziennie pamięta sam o wyrwaniu kartki. Przy okazji uczy się globalnie czytania nazw dni tygodnia i miesięcy. Zafiksował się też na termometrze. Z początku chciał zabrać go do domu żeby nie marzł :) ale po wyjaśnieniu zgodził się go tam zostawić i codziennie sprawdza temperaturę u mnie w pogodynce na tablecie. Potem każdemu MUSI powiedzieć ile jest stopni. Marzy mu się budzik. Nie rozumie, że budzik budzi go kiedy ja go nastawię, a nie kiedy on mu powie żeby dzwonił. Gada do niego jak do kolegi no i jak wszystko, to też mi podrąbał. Tak samo jak przywłaszczył sobie nasz nowy mebel (ława) i robi teraz u nas w sypialni przedszkole (panią jest oczywiście on). Pies też nie jest mój, tylko jego.

Stara się ogarnąć relacje. Pyta na przykład " jak dziadek był mały, to ty...", albo codziennie muszę kilka razy odpowiadać na pytanie "a jak ja miałem bym 4 lata, to moja koleżanka Ania ile by miała?" lub "a jak ja miałem 2 latka, to moja koleżanka Ania ile wtedy miała?".

Do generalizacji jednak bardzo daleko. Wczoraj wystrzelił do cioci z pytaniem:

- A gdzie jest ojciec twojego dziecka?

:D Nie żeby ojca nie było. Zwyczajnie nie wpadł na to żeby zapytać "gdzie jest wujek A"                                                                                                                                                                                                                                                                                                              

11:54, overloaded , rozwój
Link Komentarze (1) »
czwartek, 30 stycznia 2014

Jestem uziemiona. Wpakowaliśmy się wczoraj raniutko do auta, a tu zonk. Akumulator poszedł na spacer, zamarzło wszystko. Szczęście w nieszczęściu, auto rodziców tego samego dnia wyjechało do mechanika i mogliśmy z ojcem zepchnąć moje do garażu na jego miejsce. Akumulator nie chciał się ładować, prostownik taty za słaby, ale sąsiad mechanik i podładował. Odpalił, ale się nie ładuje i jeszcze ubywa. Sąsiad mówi - alternator. U elektryka cały plac zastawiony, u mechanika to samo, a w motoryzacyjnym akumulatory idą jak ciepłe bułki. Auto rodziców nie wiadomo kiedy będzie zrobione, a nasz najwcześniej może zagościć u elektryka w niedzielę. W poniedziałek laryngolog w Gdyni, na którego czekamy dwa miesiące. Będzie trzeba coś wykombinować.

Jak człowiek nie miał auta to przynajmniej nie wiedział co traci :P

wtorek, 28 stycznia 2014

Wczoraj Dzióbek przyszedł do mnie w nocy i nie spał do rana. O 6:30 czekaliśmy aż zadzwoni budzik. Nie marudził, pięknie się ubrał, umył ząbki i pojechaliśmy do przedszkola. Dziś Mr Hyde. Bicie, wrzaski, wymuszanie. Nie możesz powiedzieć inaczej niż "Kuba". Każde "słoneczko", "kruszynka", wywołuje szał. Kilka razy oberwałam, bo nie wykonywałam poleceń (wredna matka nieugięta). Wstałam o 6:30, Dzióbka (chociaż tutaj mogę) budziłam od 7:15. Wyszliśmy o 8:45. I to bez jedzenia śniadania, bo to ma w przedszkolu, taki rytuał. Ba! I dziś mogę powiedzieć, że to całe ubieranie i wychodzenie to lajt. Kiedyś wolałam nie wyjść, niż się z nim szarpać.

Po przeczytaniu tego http://www.interwencja.polsat.pl/Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/News,6271/index.html#1333547 (kobieta z 4 autystycznych dzieci, której chcą je odebrać bo są "zdemoralizowane") Nie wiem, nie mam pojęcia skąd ta pani ma jeszcze siłę do walki. Podejrzewam, że właśnie ze swoich dzieci. Kuba potrafi strasznie dać mi w kość, ale wystarczy jeden uśmiech, jedno miłe zachowanie i już wiem po co jest ten cały trud. A tu nagle jakiś urzędas postanawia Ci tę siłę odebrać, zabrać to, dla czego jeszcze budzisz się rano. Tyle dzieci jest bitych, więzionych, gwałconych przez wyrodnych biologicznych katów. O tylu dzieciach słyszy się kiedy jest już za późno. A oni pastwią się nad kobietą, która tylko szuka pomocy. Moje dziecko wychodzi do przedszkola blisko 2 godziny! Co musi przechodzić ta kobieta z czwórką, nie mam pojęcia! Boże, widzisz to i nie grzmisz!?

Dziś jest 28 stycznia, dzień ostatniej rozprawy w sprawie odebrania dzieci. Módlmy się, bo tylko to pozostało.

sobota, 25 stycznia 2014
Nie, nie zwiałam całkiem :) Psiapsiółce pękał globus, a ja po 5h szkolenia nie miałam ochoty siedzieć w kinie, więc nie poszłyśmy na film. I tak jednak dwa dni bez orszaku to było coś! Na razie nie piszę, bo jest tego tyle, że nie ogarniam. Mąż wyjechał, a ja uczę się nowej metody radzenia sobie z tym wszystkim. Postanowiłam być jak miś koala -spokojnie żuć sobie listek. Na razie żuję melisę z miętą i zagryzam tabletkami na wrzody, bo bebechy nawaliły już całkiem i nie przestawały boleć. Robię co mogę żeby się nie dać.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32
Tagi