sobota, 05 października 2013

Kajko kochana nie, nie zgubiliśmy się. Nie zadekowałam się też w piwnicy taty sącząc winko choć wczoraj bardzo tego chciałam. Marzyłam żeby się schować i nie myśleć o niczym. Nie chciało mi się pisać, czytać, ani nic. Dopadł mnie taki dół, że wczoraj przemyśliwałam zakończenie marnego żywota tego bloga. 

Będziecie zdziwieni. Ta "dzielna", uśmiechnięta, nie poddająca się... To tylko dobra mina do złej gry. Nie narzekam, bo mi głupio i wstyd robić to w obliczu nieszczęść innych ludzi. Zresztą nie mam komu się wygadać. Czy to ma w ogóle sens? Może właśnie trzeba zapomnieć o uczuciach i skupić się na obowiązkach. Może właśnie nie zasługuję na więcej i zbytnio się nad sobą rozczulam. Nie mam troskliwego męża, ale go mam. Nie mam standardowego dziecka, ale wszystko co oryginalne jest przecież lepsze. Nie mam pomocy, ale przecież każdy ma swoje życie. Nie rozwijam się zawodowo, ale starcza mi na chleb i nie muszę pracować. Znajomi nigdy nie przyjeżdżają z rewizytą, bo widocznie tak musi być. Telefon szwankuje, ale to nic nie szkodzi bo i tak nikt do mnie nie dzwoni. A internet... komu potrzebne są jakieś wielkie rady, takiej, co sama sobie nie radzi. Tylko tracicie czas, który spędzilibyście ze swoimi dziećmi. Daję Wam tylko puste obietnice o przepisach, o metodach i robię nadzieję. Czuję się podle.

Kajka bardzo dziękuję za troskę, ale nie trać na mnie czasu.

Tagi