niedziela, 28 października 2012

Z powodu nadmiaru mamusinych obowiązków, biedni, uciśnieni M i Dzióbek zostali oddelegowani do mycia podłóg. Rezultat - mama nie może zająć się obowiązkami, bo biega po domu i zbiera wszystko, co styka się z powierzchnią poziomą, bo inaczej zostanie porwane przez nieubłagalny huragan. Ale żeby nie było. Przygotowania do idealnego umycia podłogi trwają - już pół godziny jak nie więcej. Dzióbek chodzi za tatą ze swpim osobistym mopem i powtarza zakodowaną instrukcję "wycierać na sucho". Przygotowania M. nadal trwają. Trzeba odmierzyć ilość płynu z dokładnością co do milimetra. A Dzióbek tylko woła "tata mokrzyj!". Tylko się modlić żeby smugi nie zostały, bo nie wiem jak oni to zniosą. Będą myć do upadłego? No bo przecież inne obowiązki nie są tak ważne.

wtorek, 23 października 2012

Są takie dni, że zastanawiam się czy sama nie staję się autystyczna. Spotykam się z takim chamstwem, że chętnie zamknęłabym przed nim drzwi. Ja już nie wiem jak mam rozmawiać z ludźmi. Starasz się być grzeczna - źle, oponujesz - też źle.

A teraz krótka bajeczka na dobre sny:

 

RYNSZTOK

Za górami, za lasami, nad niewielkim morzem był sobie Rynsztok. Rynsztok to taka kraina gdzie wchodzą człeki grzeczne i pełne nadziei, a wychodzą z najwyższej jakości łajnem zmieszane, z solemnym postanowieniem nie bycia już takimi miłemi i ufnemi. A jak to się dzia? Otóż za sprawą czarów wielgachnych, a wszystko to w 5 minut zaledwie. Jak to możliwe, że to tak szybko sie da? Ano dlatego, że ktoś w trosce o chore małe serduszka chojnie przeznaczył na wejście, wywiad, rozebranie, badanie, ubranie i wyjście całe 5 minut świętego czasu. Kto to taki? Przychodnia kardiologiczna w Sopot.

I nie wińmy tu NFZtu. NFZ to instytucja. Nam chodzi o człeka zwanego Czarownikiem. No więc jest tam ów Czarownik czyniący te cuda. Do Czarownika kolejka, bo czarowników takich wybrak co za darmo te czary odprawiają. Czeka się trzy miechy, potem godzinę w kolejce, a na koniec wielkie wejście. 

Czarownik jest pierwsza klasa. Jeden rzut okiem w karty i już wie jakim łajnem człeka obrzucić. Czasem czary nie trwają nawet 5 minut. Nie trzeba też badania. Tu jednak Czarownik miał dobry humor, więc zagaił mały czat o tym jak to się jemu zepsuła miotła marki Ferrari. Czarownik zobaczył, że publiczność z prowincji, więc chojnie łajnem jął obdzielać. Jeszcze trochę i małemu serduszku też by się dostało, gdyby wredna matka nie odprawiła dziecia z ojcem za magiczne wrota sama przed czarami również się broniąc. Biedaczka nie wiedziała jaki zaszczyt ją nastał, a szczodry Czarownik jeszcze bardziej jął ją czarować. Aż kobiecina pełniąc profanację chyciła różdżkę i swoje czary w magicznej karcie zapisała. Czarownika tedy taka moc naszła, że jeszcze trochę i sam musiałby się czarować. Kobiecina wyszła trzaskając wrotami i, w szczęście swe uwierzyć nie mogąc, w podróż do domu wyruszyła. 

I tak to się kończy jak proste człeki z wielgachnymi Czarownikami na spotkanie się pchają. 

poniedziałek, 22 października 2012
Mieliśmy dziś bardzo udany dzień. Jechaliśmy na ciuchowe zakupy do galerii jak na stracenie. Moje plecy nie wytrzymują takich maratonów, Dzióbek orbituje wokół wieszaków, a M. w końcu dostaje wnerwa , bo ciuchowe zakupy i ganianie za rozszalałym dzieckiem to przegięcie. Zawsze wracaliśmy głodni, padnięci i starsi o rok. Tym razem rzecz się stała niesłychana. Dzióbek jak zwykle szalał za dziesięciu, ale zjadł ze smakiem ryż z jabłkami i wypił wegański koktajl truskawkowy, więc nie było stresu o jedzenie i sami mogliśmy w spokoju się posilić. Trzy razy szedł ze mną siusiu do toalety i pięknie robił (musiałam wytłumaczyć mu zasadę korzystania z takich publicznych przybytków). Nie był zachwycony, ale pieluchy nie chciał zmoczyć, a kran, który sam zakręca sobie wodę był wystarczająco motywującą nagrodą. W nagrodę za grzeczność pojechaliśmy windą (nota bene jeszcze nie tak dawno przełamywaliśmy paniczny strach przed windą, a teraz nie można go odciągnąć). Na koniec zrobiliśmy zakupy w carrefour i Dzióbek spokojnie dał się wozić koszykiem. W drodze do domu odpadł w aucie, ale zaraz się obudził, więc po kąpieli, zrobieniu kupki i kolacji, zasnął o 21:00. Strasznie kocham tego naszego Dzióbka. Już tyle rozumie, tyle można mu wyjaśnić i widać, że się stara.
22:20, overloaded
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 października 2012

Ja pitole jaki ten mój blog brzydki. W wolnej chwili zajmę się wystrojem, bo to żenada żeby mieć takie... coś :/ Porobiłam kategorie, bo chcę to sobie jakoś poukładać żeby wiedzieć gdzie, co i kiedy. Na razie jednak nie wszystkie kategorie są zapełnione.

Wykończyłam dziś dziecko. Nie wiem czy terapią, czy spacerem po lesie. Kurde jak odjechał przy jedzeniu o 16:30 to nadal nie mogę go dobudzić, a próbowaliśmy już kilka razy. Na szczęście mąż się wysypia żeby w nocy przejąć dowodzenie. A Dzióbek? Możliwe, że będzie chory, bo to dziwne u niego. Ale sprawdzałam i oddycha. To jest tylko tak już cwana bestia, że potrafi udawać, że śpi jak mu pasuje.

21:18, overloaded
Link Komentarze (2) »

Zamierzam wprowadzić tu też osobny dział z przepisami kulinarnymi. Dzióbek jest na diecie bezmlecznej, bezglutenowej, bezjajecznej i w miarę możliwości bezcukrowej. Udaje mi się co nieco stworzyć smacznego, więc powpisuję tu moje wyczyny ku potomności :)

Oto mój bezglutenowo-bezmleczny tort na drugie urodzinki Dzióbka. Uwielbia wiatraki.

Ten wpis dedykuję mojej drogiej i wiernej czytelniczce Monice - mamie Roksanki :)

Ponieważ pomoce do fizjoterapii i terapii SI są potwornie drogie, stworzyłam Kubie owe atrakcje w domu tylko, że o wiele taniej. 

Zakupiłam swego czasu w Lidlu bardzo drogą, bo kosztowała 200zł, rozkładaną pufę z pianki wysokoprężnej. Dzióbek wtedy bardzo się przewracał i ciągle o coś obijał, a z chodzeniem nie było najlepiej. Takich miękkich pagórków używają na fizjoterapii, więc poleciałam kupić. Chodził po niej w jedną i drugą stronę, co bardzo dobrze mu zrobiło, a w wolnych chwilach dowrażliwiał się rzucając się na nią. On był szczęśliwy, a ja spokojna, że nic sobie nie zrobi. Pufa przydaje się nam też do czytania bajek i usypiania, a jak Dzióbek-wędrowniczek wypadnie z łóżeczka to śpi na niej. W dodatku pokrowiec jest zdejmowany i bardzo szybko schnie. Z jednej części można zrobić huśtawkę-kołyskę. Dzióbek używa jej też do skakania z niej i do spuszczania autek z górki do tunelu.

Jak już nasza Pociecha nauczyła się wspinać i robić sobie zjeżdżalnię z oparcia sofy, stworzyłam mu tak zwany azyl. W rogu pokoju, między jedną sofą a drugą, poukładałam mu ściśle wielkie grube poduchy od jednej z tych sof. W ten sposób kiedy Dzióbek potrzebuje mocnych wrażeń idzie tam i spada sobie z jednej z nich na główkę w te poduchy lub wisi na poręczy, a ja się nie martwię, że spadnie na podłogę. Ostatnio przesiaduje tam też z misiem, któremu robi zdjęcia i pokazuje, że pod poduszkami jest podłoga. Przyniósł też swoje garnki i czasem coś tam ugotuje. Pali tam też w piecu. Nawet ja przebywam tam czasem gościnnie jak potrzeba trochę ciasnoty. Wcześniej te poduchy wykorzystywaliśmy do nauki skakania i do wyszalenia się. 

Mamy jeszcze piłkę rehabilitacyjną, na której ćwiczymy mięśnie szkieletowe i równowagę. Na początku Dzióbek strasznie się jej bał i wcale nie chciał na nią patrzeć. Jednak z czasem się odblokował i teraz skaczemy na niej. Dzióbek nawet siedzi na niej z rączkami rozłożonymi na boki, co długo bał się zrobić. Kulamy się na niej na plecach i brzuszku, a jak mama znajdzie czas to ćwiczy własny kręgosłup.

Jesteśmy w posiadaniu gumowego osiołka za 30zł, którego kupiłam z myślą o dowrażliwianiu i ćwiczeniu mięśni szkieletowych, a okazało się, że ujawnił poważne problemy z równowagą. Dzióbek dłuuuugo bał się na niego usiąść. Jednak przełamał się i teraz na nim skacze.

Tutaj przykład "profesjonalnego" sprzętu http://www.bardomed.pl/Sprzet-rehabilitacyjny/Rehabilitacja-dziecieca/Bonito-osiolek-przybor-terapeutyczny-dla-dzieci

Mamy gumowe kręgle i amunicję zrobioną z moich zwiniętych skarpetek. Rozstawiamy kręgle, Dzióbek kładzie się bioderkami na osiołku i opierając się rączkami na podłodze stara się strącić kręgle rzucając mamy skarpetkami. Ćwiczymy tak prawą rączkę, która jest bardzo słaba. Cała prawa strona jest osłabiona, co wpływa na koordynację i skupienie uwagi. 

Posiadamy prostą huśtawkę z IKEA za całe 39zł, która bardzo pomogła w ćwiczeniu równowagi i nauczyła koordynacji ruchowej.

Miałam swego czasu też piaskownicę z grochem i ryżem, ale krótko, bo stymulowała Dzióbka za bardzo i nie można było na sekundę spuścić go z oka w obawie czy nie zje czegoś. 

Dużo mieliśmy stymulacji światłem, więc wszystkie pstryczki i latarki były Dzióbka.

Acha no i rewelacyjnie spisuje się kantówka na trawie w ogródku do ćwiczenia chodzenia po wężu noga za nogą naprzemiennie. Można też ćwiczyć naprzemienność w zabawie na zasadzie "teraz ty, teraz ja".

No i balia ogrodowa do balansowania w niej. Wspaniale zastępuje specjalne urządzenie do ćwiczeń. Taką balię o szpiczastej podstawie. Nie mogę jej teraz znaleźć.

To na razie tyle, jak mi coś przyjdzie do głowy to dopiszę.

No więc. Nie wiem od czego zacząć, bo jest sporo tego. Może opowiem coś o terapii, bo kupiłam nowe pomoce. 

Zakupiłam grę "Nawlekaj, nie czekaj" firmy Alexander : http://www.eduksiegarnia.pl/nawlekaj-czekaj-edukacyjna-p-5462.html

Oczywiście z myślą do poprawy sprawności paluszków i żeby wreszcie ruszyć z tymi kulejącymi sekwencjami. Strzał w 10! Gra jest wspaniała i wszechstronna. Kulki są duże, a sznurek gruby i sztywny. Do tego karteczki z gotowymi sekwencjami o różnym poziomie trudności. Dodatkowo w zestawie jest prosta klepsydra, którą można wykorzystać na różne sposoby. Jestem bardzo zadowolona. Dziś już ćwiczyliśmy. Dzióbkowi trochę ciężko idzie nawlekanie, ale nie na tyle żeby się zniechęcił. Kulki są fajne w dotyku, wydają miły dźwięk kiedy się obijają i wreszcie robimy sekwencje. 

Będzie trochę pracy, bo Dzióbek nie umie czytać od lewej do prawej. Prawdopodobnie ma skrzyżowaną lateralizację i zbyt wczesną, bo już dawno zauważyłam, że nie ogarnia lewej strony. W książeczkach zawsze najpierw spogląda na to, co jest po prawej stronie. W łączeniu obrazków pomija całą lewą stronę jakby jej nie było i chce łączyć je między sobą w słupku. Kiedy je już łączy poprawnie to woli ciągnąć linię od prawej do lewej, niż odwrotnie. Dzióbek jest lewo-oczny, prawo-nożny, a ręka jeszcze nie wiem. Je prawą, ale utrzymanie mazaka w rączce idzie mu tak kiepsko, że sama nie wiem którą jest mu lepiej. Rzuciłabym mu coś żeby złapał (oczywiście żartuję), ale jeszcze łapanie dwoma rączkami kiepsko mu idzie. Nie rozumie jak ułożyć rączki żeby złapać piłkę. To przez to, że naśladowanie wszelkich gestów bardzo źle mu idzie. Musiałam manualnie uczyć go kucania, pochylania się, klękania, siedzenia po turecku (sukces!). Strasznie długo uczył się samego siadania na krzesełku.

Kupiłam też układankę "Buziaki śmieszaki" firmy Adamigo: http://www.eduksiegarnia.pl/buziaki-smieszaki-ukladanka-p-4739.html

No i tu również jestem bardzo zadowolona, bo puzzle nie mają wypustek, co jest bardzo ważne, bo dziecko wtedy zwraca uwagę na obrazek, a nie dopasowanie tych wypustek. Z pewnością bardzo się nam przyda. Obrazki są proste i czytelne.

Niestety tutaj Dzióbek poległ całkowicie. Myślałam, że świetnie sobie poradzi z układaniem, a używać tego będziemy do nauki emocji. No i zaskoczenie. Dzióbek wogóle nie rozumie co jest na obrazku :/ Kieruje się jakimś kluczem, ale nie wiem jeszcze jakim. Dużo pracy przed nami.

Kupiłam jeszcze parę książek, które z pewnością tu zrecenzuję, ale najpierw je przeczytam.

Książką, którą z pewnością mogę polecić jest książka pt. "Wczesna interwencja terapeutyczna. Stymulacja rozwoju dziecka. Od noworodka do 6. roku życia" M. Korendo i J. Cieszyńskiej: 

http://www.eduksiegarnia.pl/wczesna-interwencja-terapeutyczna-stymulacja-rozwoju-dziecka-noworodka-roku-zycia-p-3004.html

Wspaniała książka dla każdego rodzica. Nie traktuje o autyzmie ani innych zaburzeniach, a jedynie przedstawia jak powinien wyglądać prawidłowy rozwój dziecka. Jest wszystko, na co trzeba zwrócić uwagę i zalecenia do pracy z dziećmi. Wszystko napisane jest w prosty i zwięzły sposób. Polecam gorąco osobom, które zmuszone są do samodzielnego prowadzenia terapii oraz tym, którzy pytają "w czym mojemu dziecku ma pomóc układanie puzzli". Jest w niej poruszona cała masa zagadnień, które można później zgłębić wiedząc już czego szukać. Z niej dowiedziałam się o stymulacji półkul mózgowych, co jest tak ważne w znalezieniu właściwych ćwiczeń do konkretnego dziecka.

Od razu powiem, że nie stosuję i nie opowiadam się za żadną konkretną metodą terapeutyczną. Kiedy zaczynałam z Dzióbkiem pracować miałam tak mało czasu i taką górę, na jaką trzeba było się wspiąć, że nie czytałam książek ani nie przesiadywałam w internecie, tylko działałam jak umiałam na wyczucie. Nasz dzień to był niemal ciągły wrzask, a w nocy padałam na twarz. Każdą chwilę spokoju wykorzystywałam na sen. Nie miałam ani chwili. Dopiero jak podziałały te domorosłe metody, ruszyła nam mowa, ustały ciągłe nocne wrzaski i wyciszyły się stymulacje, mogłam coś poczytać. A teraz, skoro moje metody podziałały, przyznam się bez bicia, że nie czytam i nie mam pojęcia co to jest metoda Opcji, Domana, SonRise i takie tam. Znam tylko nazwy. Nie wiem nawet czym się różni behawiorka ABA od VBA. Wiem tylko, że w ośrodku, w którym się diagnozowaliśmy i teraz bywamy co jakiś czas kontrolnie, stosują metodę behawioralną ABA. Dla mnie najważniejsze jest to, że coś działa. Czerpię ze wszystkiego, co jest mi akurat potrzebne w wyrównaniu deficytów. Do tej pory pomoce robiłam samodzielnie z braku czasu na szukanie. Swego czasu zakupiłam trochę pomocy, które okazały się totalnym niewypałem, ale o tym napiszę w osobnym poście.

Świetną pomocą okazało się na przykład pudełko z torebkami herbaty. Dzióbek wyciągał je i wkładał. Czasem obrzucał się nimi i gniótł w rączkach dowrażliwiając się. Teraz na topie jest pudełko po herbacie Lipton, które domaga się karmienia moimi domorobnymi puzzlami i woła o jeszcze. Dzióbek ma przy tym wielką frajdę. Świetnie spisuje się też moja noga. Otóż stopa moja to taka kumpela, której można pokazywać zabawki i pogodę za oknem. Przydała się też do wyciągnięcia z Dzióbka rzeczy, o których nie mógł powiedzieć mamie, bo się bał, że wtedy jego strachy coś mi zrobią. 

Może i jestem rąbnięta, ale działam i mam dobre efekty.

piątek, 19 października 2012

Odebraliśmy dziś z Dzióbkiem tatę z lotniska. Znów byliśmy na styk, ale nie ma co żałować, bo parking drogi, a jak wzięliśmy Dzióbka żeby zobaczył wielkie samoloty to nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Nie miał pojęcia po co tam stoimy, a mnie przypomniało się jak jeszcze rok temu nie zauważał drzew, kwiatków i wielu innych. Na samoloty też przyjdzie czas. 

Teraz M. usypia Dzióbka. To znaczy leży obok łóżeczka i czeka aż ten zaśnie. Swego czasu stymulacje tak napędzały Dzióbka, że wprowadziłam masaże żeby mógł wogóle zasnąć. Przeszliśmy przez muzykę, bajki, wibracje i żadne z powyższych nie starczały mu na długo. Na początku wystarczyła chwila, a z czasem trzeba było coraz więcej, aż w końcu nie działało wcale. Tylko masaże wydają się być ponadczasowe. No a teraz jest różnie. Czasem chwila masażu wystarczy, innym razem nie trzeba go wcale, a jeszcze innym trzeba po prostu pilnować wyjścia z łóżeczka, bo cwaniaczek fikałby do rana. Nie zadręczam się, że pielęgnujemy złe nawyki, bo już wiele razy się przekonałam, że jak w coś można wejść, to można też wyjść. W końcu w behawiorce też przyzwyczaja się dzieci do nagród, a potem z tego wychodzi.

Teraz tata musi jeszcze naprawić radio. Dzióbek leży w łóżeczku i zasypia. Nagle mówi:

- Tata Marcin naprawi radio żeby nie szumiało. Tata Marcin naprawi radio żeby nie szumiało. Tata się zajmie.

czwartek, 18 października 2012

Dzóbek spotkał w poczekalni dziewczynkę. Uwielbia dziewczynki. Ta chodziła do czwartej klasy. Dzióbek podbiegł jakby znali się od dawna i nie zważając na konwenase, uwiesił się na niej. Patrząc z odległości pięciu centymetrów w przerażone oczy przybitej do krzesła dziewczynki zapodał tekst:

- Moja mama Basia. Tata Marcin nazywa się. - Po czym stwierdził, że ma ona nie dopięte guziki i on MUSI je zapiąć do końca.

Dziewczynka nie wiedziała gdzie uciec. A my cieszymy się, że woli te guziki zapinać, niż rozpinać ;)

środa, 17 października 2012

Dzióbek znów widział pieski. Tylko, że tym razem po wyjściu z wanny. Dopadło go w połowie ubierania. Coś dziwnego działo mu się z oczami i nie miał na to wpływu. Nie wyglądało to dobrze. Może jednak powinniśmy spróbować kolejnego leku p/padaczkowego :/ Jest jeszcze na 150 Orfirilu, ale może to na niego nie działa. Staram się sobie przypomnieć moje przywidzenia z dzieciństwa. Też były przerażające, ale mnie dopadało to w trakcie zasypiania. W dzień się nie zdarzało. Później w wieku dojrzewania miewałam takie napady w dzień, ale przeważnie traciłam wtedy przytomność. U mnie kwas walproinowy nasilił napady, za to karbamazepina sobie poradziła. Nie chciałabym żeby moje dziecko musiało brać jakiekolwiek leki. Karbamazepina uszkodziła mi wątrobę i spowodowała toczeń. Jednak jakoś trzeba mu pomóc, bo może mieć kolejny regres przez to :( Cholera jasna chcą żebyśmy rodziły dzieci, ale opieki dla nich nie ma żadnej!

 
1 , 2 , 3
Tagi