sobota, 29 czerwca 2013

Moje dziecko boi się kotów na dachu. Lęk jest potworny i przez to jeszcze bardziej boi się spać. Dlaczego? Bo niemądra matka przeczytała mu bajkę terapeutyczną dla dzieci, które boją się zasypiać. No żesz...!

Zauważyłam, że bajka jest nie trafiona, ale że będzie taki efekt... Nie zdradzał żadnych symptomów. Jak zwykle nie lubił spać i znów kurczowo trzymał się mnie. Tylko, że zaczął już nawet bać się spania w moim łóżku. Bał się okien dachowych u mnie w sypialni. Bał się iść sam do łazienki, bo w przedpokoju okno dachowe. U siebie zasłaniał rolety. Myślałam, że znów boi się odbicia w oknach jak kiedyś. Nie mogłam tylko pojąć czemu nie śpi w dzień, a o 22 nie idzie go uśpić. W końcu zadałam odpowiednie pytania i wyszło, że boi się kotków na dachu. Długo myślałam skąd te kotki. Kapnęłam się jak zobaczyłam przyczynę opisywanego wcześniej lęku "domek robi bam". W życiu bym nie pomyślała, że tak prosta animacja, że ktoś kichnął i podskoczył dach, może wywołać tak ogromny lęk przeniesiony do życia codziennego. Przecież ja go o padaczkę podejrzewałam, tak mi się wił na podłodze i wrzeszczał przerażony :(

Teraz mamy kotki. Staram się tłumaczyć, ale lęk rośnie. Boi się już nawet przebywać sam w swoim pokoju w dzień. Szukam więc środków zaradczych. Nie mogę go chronić, bo rozbuduję lęk. Usypiałam go ostatnio w jego pokoju i mówię, że może spać z misiem i wtedy misio będzie przy nim jak będzie się bał. Wysłuchał poważnie, dokonał trudnego wyboru misia, minęło 5 sekund, misio wylądował mi na głowie. Dyrekcja łóżka stwierdziła, że nie ma miejsca. Myślę sobie -warto było spróbować. Dziś, uśpiłam go koło 20, o 23 słyszę jak tupta do sypialni. Wychodzę mu naprzeciw, a on mamrocze "mama, ja musiałem przyjść do ciebie, bo ja się za tobą stęskniłem" i pokazuje misia mówiąc "ja wziąłem misia żebym się nie bał". Normalnie balsam na duszę. To jednak coś działa.

P.S. Co do lęków - nie boi się już Króla Maciusia. Ogólnie bajkę lubi, tylko tej piosenki się boi. Przepracował jak tą melodię, która na MiniMini rozpoczyna czytanie bajek z rysowaniem.

czwartek, 27 czerwca 2013

Powiedzcie mi czy to ja jestem szurnięta, czy nasz system edukacyjny tak powalony. Po kursie stwierdziłam, że do zwykłego przedszkola Kuba iść nie może, najlepsza będzie integracja, bo tam obejmą go specjalistyczną opieką i nie będą mieli pretensji, że jest inny. W integracyjnych rodzice dzieci zdrowych nie mogą mieć pretensji o zachowanie mojego dziecka, a dzieci zdrowe są wyrozumiałe i wspierające. Szukałam wiec integracyjnego. Jednak teraz czytam ich procedury i wszystko mi opadło. Żadnej opieki w sytuacjach trudnych. Oni mają swoją procedurę, która ma się jak pięść do nosa z tym, czego uczyli mnie na szkoleniu. Słowa "nie wolno" i "nie rób tak", "nie zgadzam się na takie zachowanie", "uspokój się". Jak to nie działa, wyprowadzają dziecko z sali i ma się samo uspokoić. Potem zwalają wszystko na rodziców, a jak przez 2 tygodnie nie uda się problemu rozwiązać, a wyżej wymienionymi metodami się nie uda, wtedy informują kuratorium. Gdzie to wsparcie dla rodziców i dziecka?

To gdzie przepraszam posłać dziecko o specjalnych potrzebach wychowawczych jak do przedszkola dla autystów już się nie nadaje, a do normalnego jeszcze nie?

niedziela, 23 czerwca 2013
Nie wiem co napisać. Dużo by było, ale nie chce mi się o tym gadać. Już nie ryczę. No staram się. Staram się ogarnąć i zająć sobą. Potrzebuję czasu żeby to jakoś przeboleć. Nie wiem czemu to musi być tak cholernie trudne. Dziękuję Kochani, że do mnie zaglądacie i martwicie się o mnie. Miło mieć kogoś, kto przytuli choć wirtualnie. Jestem Wam bardzo wdzięczna. Przepraszam, że nie pytam co u Was, ale na razie nie mam do tego głowy. Wybaczcie
środa, 12 czerwca 2013
Kuba ma się lepiej. Siusiak się goi, a Dzióbek bawi się w najlepsze nowymi klockami. Muszę je Wam zarekomendować, bo to pierwsze mlocki, które sam buduje z wyobraźni i w ogóle widzi taką potrzebę. Ja dla odmiany zdecydowanie gorzej, ale nie przez chorobę, tylko z powodu problemów, które usilnie zamiatałam pod dywan, a one wciąż wyłaziły. Dziś postanowiły dobitnie dać o sobie znać. Dziś czeka mnie kolejna trudna rozmowa i nie wiem czy będę miała siły. Im więcej tłumaczę, tym mniej sensu w tym widzę. Może do wieczora gdzieś go znajdę.
wtorek, 11 czerwca 2013

Po lekarzu. Siusiak będzie żył. Okłady, okłady, okłady i dezynfekowanie.

Mama migrena, paracetamol, migrena, ketonal, migrena, migrena, migrena...

Kuba nurofen, okłady, coraz lepszy humor, nurofen, okłady, już wcale nie muszę spać, nurofen, okłady, a może roznieść chałupę...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wczoraj skakałam z radości, bo Kubie wreszcie odkleił się napletek, który spędzał nam sen z powiek ukrywając pod sobą podejrzanego guzka. Odetchnęłam z ulgą, że cokolwiek się odsłoni, będzie można to jakoś wyleczyć. Wreszcie lekarze przestaną nas zbywać. No i sobie poskakałam. Dziś już nie skacze, bo siusiak puchnie, boli, pod napletkiem jest tona mastki, i jakaś ropa, której nawet nie dotknę, bo boli. A Kubuś ma już nawet temperaturę. Jutro pedze do lekarza po maści różnej maści żeby uniknąć wizyty u chirurga, który zraziłby Kubusia do lekarzy na ładne parę lat. Zrobiłam zdjęcie siusiaka żeby lekarka nie musiała stresować pacjenta ani siebie. 

A ja od wczoraj mam temperaturę. Chyba grypa, bo wszystko mnie rypie. Też przy okazji pokażę się lekarce. W ten weekend mam kurs i nie chcę znów smarkać i chrypieć :/

Natomiast z mężem i wyjazdem sytuacja nadal nie uległa zmianie. Wyjazd się raczej nie ziści, ale przynajmniej jest dialog. No chyba, że znów wyjdzie jak zwykle.

Reasumując - nie nudzimy się.

sobota, 08 czerwca 2013

Kuba odkrył nowy sklep. Chodzi i wspomina.

- CCC - mówi - Trzy cyce.

:)

 

A propos sklepów, Kuba zna i rozpoznaje już Lidl, Biedronka, Biedronka duża (taka u nas z toaletą), ptaszkowy (Auchan), pralkowy (sklepy agd), tunelowy (centrum z Ikea i parkingiem podziemnym), oraz paniowy (supermarket, który od niedawna odwiedzamy i obsługują tam same panie). Inne sklepy na razie nie istnieją. Nawet zoologiczny ani zabawkowy, które regularnie odwiedzamy, nie doczekały się uwagi.

Daje mi to moje Dzieciątko ostatnio mocno w kość. Wczoraj lecąc za nim (nie reagując na nic biegł na schody, które nie mają poręczy) poślizgnęłam się na rozlanej przez niego wodzie. Trzask, strzelił mi duży paluch. Ale nic to, kuśtykam dalej. Dobiegłam jak był już na górze i właśnie zamierzał wracać do ogródka. Chciałam żeby się chociaż na chwilę zatrzymał, a ten się szarpie jak opętany. No wkurzył mnie. Nie pozwoliłam wyjść. Oczywiście zmiękłam, bo wiedziałam, że wbiegł do domu w zabawie i ja mu przerwałam. Mówię więc "wysmarkaj nos, to pójdziemy do ogródka". Nie, bo on wysmarka na dole. I upór maniaka. Wpienił mnie na dobre. Były prośby "mamo proszę", pytania "czy mogę", groźby "wysmarkam na dole" z marszczeniem nosa, koncert życzeń "wysmarkam na dole i pójdę do ogródka", oraz niedowierzanie "żartujesz!". Wszystko żeby było według jego planu. Na szczęście noga mnie tak nawalała, że byłam nieugięta. Zamiast liczyć do tysiąca, przypomniałam sobie nauki z kursu. Ignorowanie. Udawaj, że nie widzisz, zajmij się czymś żeby niczym nie okazywać swojego zainteresowania. Zakasałam więc rękawy i dawaj myć kuchenkę na błysk. Zawsze sobie wyrzucałam, że nie mam kiedy tak porządnie się za nią wziąć. Szłam jak burza. Kuchenka, szafki... tylko raz na czas przechodziłam przez przedpokój do łazienki kontrolując czy nie wpadł na pomysł wyjścia oknem. Oczywiście tak żeby nie widział. Kuchenka błyszczała, a mały pyszałek położył się i zasnął. Akcja miała miejsce o 18. O 19:30 obudził się kontunuując. Spać poszliśmy znów o północy, ale jestem dumna, że się nie poddałam. W końcu się uspokoił i był do rany przyłóż. 

A dziś schodzę z nim do ogródka i sama siebie słysząc stwierdzam "drzesz się jak stare gacie, a jemu to lotto". I znów pomyślałam, że marnie idzie mi to wychowywanie. Aż tu nagle tak mnie zirytował, że jak zagrzmiałam to było wreszcie "oj dobrze już mama" i przez 5 sekund się słuchał. Raz nawet jak rzuciłam gromem to usłyszałam "przepraszam"! Wyobrażacie to sobie!? Myślałam, że się przesłyszałam! A już myślałam, że przyjdzie mi stracić głos nadaremno.

Wracam do okopów, bo nigdy nie wiadomo.

czwartek, 06 czerwca 2013

Znacie to nazwisko? Jeśli nie, to zachęcam do poznania :) Znajdziecie go na fejsie tu http://m.facebook.com/magne.skaden?v=info&__user=100001428497684

Jest też o nim film pt. "The Miracle" (polski tytuł Uwięziony Mózg). Film był emitowany ostatnio na Planete. Można go też znaleźć w internecie. 

Skaden to dorosły już mężczyzna, który całe dzieciństwo spędził uwięziony po drugiej stronie świadomości. Obejrzyjcie film, który bardzo Wami poruszy, ale z pewnością da NADZIEJĘ. Przypadek Donny Williams to przy tym Pikuś. Chłopak nie mówił, nie poruszał się, nie patrzył... i nagle okazało się, że umie pisać! To już drugi taki głośny przypadek. Zobaczcie ile można zdziałać terapią. Nie zamykajmy się na możliwości. Próbujmy różnych metod i wyciągajmy z nich to, co pomaga. Skaden dokonał niemożliwego. Napisał nawet książkę o swoim życiu po drugiej stronie. To dowód, że NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO. 

Nie zrażajcie się brakiem efektów. Nie obwiniajcie się za bezsilność. Na wszystko potrzebny jest czas. Czasem trzeba go mniej, czasem więcej. Nie wszystko zależy od nas. Skaden to dowód, że nie warto się załamywać i porzucać nadziei.

A teraz marsz obejrzeć film i włączyć pozytywne myślenie :)

środa, 05 czerwca 2013

Mam w ręku orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Dostaliśmy na dwa lata (do rozpoczęcia nauki w szkole). Nie dostałam wyniku testu Schoplera, ale w diagnozie zawarli wpis na ten temat i tu UWAGA!

"Ocena poziomu rozwoju psychoruchowego chłopca na podstawie profilu psychoedukacyjnego wskazuje iż poziom rozwoju chłopca mieści się nieco powyżej przeciętnej dla wieku (osiągnął on ogólny wiek rozwoju - 3 lata i 7 miesięcy). Chłopiec we wszystkich badanych sferach opanował umiejętności właściwe dla wieku, w niektórych zaś wykroczył poza wartości oczekiwane."

JUUUUPI!!! Kuba przekracza normę rozwojową o 5 miesięcy!!! Nie ważne, że był ostro motywowany do tych zadań. Ważne, że potrafi je wykonać! Dziecko, które wiecznie wrzeszczało, za każdym razem budziło się z płaczem, nie rozpoznawało rodziców, wymagało manualnej nauki zwykłego kiwania głową przekracza normę wiekową!!! Jes! Jes! Jes! Normalnie to najlepszy prezent na Dzień Matki :D Dziś jestem Dumną Mamą! :D

Stawiam wszystkim szampana! :D

 
1 , 2
Tagi