wtorek, 29 kwietnia 2014

No i wyszlifowałam dziś wszystko. Tak, wiem, powtarzam się, ale ja na nowo szlifowałam po malowaniu teraz. Na końcu ledwo nogami powłóczyłam. Nie miałam siły już odpylić. Ale tryskam szczęściem. Mąż o 19:30 dał znać, że dziecko wykąpane i śpi :) Ja teraz wykąpana i najedzona mam czas dla siebie :) Dziś nawet udało się nam wyrwać wspólną chwilkę na małe co nieco. Mężowi jeszcze zamarzyło się obejrzenie jakiegoś filmu, ale zważywszy, że na jutro zapowiedzieli się goście, a on od godziny przygotowuje jedzonko na jutrzejszego grilla, to raczej marzenie ściętej głowy. Ostatnio tak sobie myślałam, że zyskując S jak synek, traci się inne S. S jak seks, S jak sen, S jak sprzątanie - to robota głupiego, S jak spokój - to utopia. Jednak S jak słodziak wszystko wynagradza, a jak któreś z wyżej wymienionych S się już trafi, bardziej się to docenia :)

Jutro odbieramy deski i mąż z bratem zmontują huśtawkę i piaskownicę. Tak mi się przynajmniej marzy. Ja skoro świt idę malować, bo jak ostatnio nie zdążyłam to potem śladów mi narobiły małe ubłocone butki. Teraz jest już cacy i tak ma zostać. Oby tylko zdążyło wyschnąć zanim się tam wedrą. To lepsze niż jakiś turnus za kilka tysięcy. Tańszy, a starcza na cały rok. PFRON powinien takie refundować. W końcu to terapia poprzez zabawę :)

Nie odzywam się ostatnio. Dorwałam się właśnie na 10 min (aż ryż na obiad się ugotuje :)) na fotel i opalam nogi. Od rana miałam pracować przy domkj Kubusia, ale męża nie szło z wyrka zwalić. Od 6:20 było więc "mama wysmarkaj", " mama pić", "mama podłubaj" ... Taaaak. A obudził mnie słowami "mama wstań, już jest dzień". Po czym dodał "myślę, że tatusia obudzi smak najlepszej kawy na świecie". No żesz! Choć raz obróciłby się w drugą stronę! :)

Prace moje się więc opóźniają z tak prozaicznych powodów, jak dobudzenie taty. Potem obliczenia, mierzenia, wycieczka na tartak .... ijest już prawie 14:00, a ja zamiast opalać się przy pracy, cudem wyrywam 10min na słońcu, bo Kuba chory i ktoś musiał z nim zostać. Ale co tam, będzie i tak super :) Wiedziałam, że plac zabaw będzie dobrym pomysłem, ale on był pomysłem genialnym. Zrobił furorę. Zabawy z nim nie ma końca, a ile to ćwiczeń. SI za free :) Ruszyły kontakty towarzyskie z sąsiadami. Mąż zakupił sobie grilla, do ogrodu powstaną jeszcze stół i ławy dla dorosłych. Będzie wypas! Ale teraz muszę lecieć, bo obiad gotowy i druga zmiana wróciła. 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dziś wreszcie odespałam. Noc była spokojna, bez pobudek, ponownych kolacji, krzyków przez sen i tym podobnych. Zrobiliśmy dziś porządki żeby już mieć tylko drobne sprzątanie do świąt i przyjęliśmy ostatnich urodzinowych gości. I gdyby nie przeoczona wizyta u okulisty, czułabym spełnienie.

Urodzinki się udały mimo okrojonego składu. Z dzieci przyszedł jednak Maks, co mocno uratowało sytuację. Okazało się, że chłopiec jest co najmniej dziwny, ale nas już nic nie zdziwi, a Kuba jak to Kuba, ma swój świat i jest zbyt zajęty żeby to odnotować. Mimo wytężonej pracy, byliśmy w takiej rozsypce z przygotowaniami, że ja się nawet cieszyłam, że nie było tych wszystkich dzieci, a z dwóch dni świętowania, zrobił się jeden. Następnym razem prezent przygotuję rok wcześniej, a imprezę z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Jestem zmordowana. W dodatku nie wiem czy to przez lukier z tortu czy krosty ospowe w obliczu nadwrażliwości skóry, Dzióbek dawno nie miał tak długo trwających lęków przez sen. Jak odpadł o 16, tak o 17 wrzeszczał, kopał i płakał wykrzykując coś zupełnie niezrozumiałego. Wyglądał jakby nie spał, a nie można było go uspokoić. W tym czasie mąż przywiózł teściową, ale Kuba nie był w stanie do czegokolwiek. Nawet nie odnotował jej obecności. Bardzo było mu przykro kiedy po dojściu do siebie zobaczył, że nie ma już żadnych gości. Poszłam po babcię i dziadka, a wtedy buźka znów się uśmiechała. Niestety w nocy znów lęki nocne dały się we znaki. Dawno nie było tak źle. Takie sytuacje przypominają mi, że choć Kuba jest już bardzo do przodu, nadal trzeba mieć się na baczności. Autyzmu nie da się wyleczyć.

sobota, 12 kwietnia 2014

Ech biedny ten nasz Kubuś :( Tak bardzo chciał mieć wspaniałe urodzinki, chciał bawić się z dziećmi na swoim placu zabaw... nie wyszło, pogoda nie taka żeby zrobić przyjęcie w ogródku. Chciał zaprosić Nadię i Alanka... nie mogli przyjąć zaproszenia, bo na chrzciny jadą. Miały być inne dzieci... nie będą, bo Dzióbek złapał w przedszkolu ospę. Lekarka mówi, że jutro nie będzie już zarażał, ale wiadomo, rodzice wolą dmuchać na zimne. Leży więc kochane, grzeczne Słoneczko i śpi wyczekując jutrzejszych gości. Wie, że Sebastianka nie będzie, ale o Ani, Ewie i Maksie jeszcze nie, bo dopiero teraz zadzwonili. Żal mi go strasznie. W lodówce czeka w pocie czoła robiony w nocy tort, nadmuchaliśmy już balony, a tu dzieci nie będzie, żadnego z wujków nie będzie, ciocia z pieskami nie przyjedzie, a babcia od strony taty zjawi się tylko dlatego, że tata przywiezie ją niemal pod przymusem. Smutno nam :(

Dobrze, że chociaż z domkiem udało się wyrobić i jest gotowy do zabawy jak tylko pogoda dopisze. Dobrze, że urodzinki w przedszkolu bardzo się udały. Wystąpił w przebraniu różowego motylka, jak chciał, a tort jeszcze rano dopasowywałam do wymarzonego ideału. Smutno nam tylko, że pierwsze urodzinki, których tak bardzo jest świadom, nie będą takie, jak by chciał. Ja mogę stanąć na uszach, ale dzieci mu nie zastąpię.

niedziela, 06 kwietnia 2014
Już czwarty raz zasypiam podczas czynności. Zostala mi jesz... to już 5. No więc została mi jeszcze 1/3 szlufhx cholera zdania nie mogę nawet napisać :/ szlifowania miało być. Padam, bo wstaje o 6, a do 23 jeszcze urzęduję, bo Kuba nie śpi. Nadrabia zaległości i tydzień przed 4-tymi urodzinami nagle zaczął spać w dzvxq No dobra, teraz już idę. Dziś wibracje tak mi dopiekķ znowu odleciałam :/ dopiekły, że chwiałam się od zawrotów głowy. Haha! Tym razem zasnełam na spacji! :D
Tagi