piątek, 29 marca 2013

Dzięki Bogu za nowe technologie! Chwalę sobie tablet za wpływ edukacyjny, za rozwój motoryki i za to, że łączy w sobie wszystko. Dziś chwała mu za to, że dziecko ma zajęcie i umie samo wszystko włączyć bez dręczenia mamy (Kuba przełącza aplikacje co 2 sekundy). Nie wiedzieć czemu, Kuba nie spał od 3 w nocy i nie mógł zasnąć. Kochane dziecko kręciło się nam po łóżku aż o 5 nie wytrzymał z nudów. Na szczęście opiekunka android zajęła go aż do 6:30, a mama mogła usiłować spać. Coś wspaniałego! No a Kuba w końcu zasnął o 12 kiedy mama zarządziła kategoryczny szlaban na szaleństwa dopóki rozszalałe dziecko się nie prześpi. Po kilku próbach wpierania, że już spał, w końcu odpadł u matuli na rękach.

czwartek, 28 marca 2013

Tata z synkiem wzięli auto do myjni. Tatę poniosła fantazja. Nie wiedzieć czemu, postanowił zostać z nim w aucie podczas mycia. Jedyne pocieszenie, że tata ma nauczkę, ale co mi z takiego pocieszenia jak pomyślę o traumie, jaką przeżył Kubuś. Biedaczek strasznie bał się odgłosu uderzania szczotek i w jego mniemaniu woda zalewała też jego, bo przecież był w środku. Pytałam męża jak nie mógł pomyśleć, że dziecko się przestraszy. Mówi, że dałby sobie ręce i nogi obciąć, że mu się to spodoba. Chyba pójdę poszukać siekiery.

Chodzi teraz po domu i narzeka, że majtki mu wcięło. 

- Ja wiem! Ptaki ci zeżarły! - wołam w odwecie za bzdury jakie dziś dziecku do głowy nakładł.

Kuba zobaczył w taty spodniach dziurkę i chciał wiedzieć skąd się wzięła. Wspaniałomyślny tata powiedział synkowi, że ptak mu wygryzł jak się suszyły. Kuba ze swoją manią do porządku i nadmiernym lękiem o wszystko, zaraz wkręcił sobie film o żarłocznych ptakach. Dla niego nie ma wyjątków i jeśli jeden ptak wygryza dziury to robią to wszystkie. Już miał wizję jak zjadają nasze pranie, a ja już widziałam te histerie jak usiłuję wywiesić coś na balkonie. Po moim tłumaczeniu rzeczy oczywistych dla jednych, a obcych drugim, zostało mi obiecane, że jutro sprawa żarłocznych ptaków zostanie wyjaśniona jako żart. Oby, bo inaczej już ja się postaram co by ptaki zeżarły tatkowi więcej odzieży.

Wiecie co mnie najbardziej rozwala? To zdziwienie na twarzy i odwieczne pytanie "ale o co chodzi?"

środa, 27 marca 2013

Pojechali :) Męska część rodziny pojechała na rehabilitację, umyć auto i pozałatwiać drobne zakupy. A ja korzystam. Włosy w nieładzie (lekko ujmując), jeszcze w pidżamie, w zlewie stos naczyń do pozmywania, w łazience pralka nerwowo miga przypominając o rozwieszeniu prania, kurz korzysta z ostatnich chwil zalegania na meblach, a ja mam labę. Po wczorajszym maratonie mieliśmy już totalnego zgona. Dziś odzyskujemy siły. Święta poszły w odstawkę. Pozałatwialiśmy w tym tygodniu urzędy i sprawy zdrowotne. Byliśmy w szpitalu na pobieraniu krwi. Jak zwykle był okropny wrzask i szarpanie się, ale Kuba bardzo dzielnie to zniósł i był do rany przyłóż. Niestety nie udało się utoczyć na wszystkie badania :/ Za to morfologia, CRP i tarczycowe są ok. Tylko nadal nadmiar wapnia, a przecież Kuba go nie je wcale. Wczoraj byliśmy u fenomenalnego dermatologa pokazać Kuby atopową skórę i moje suche placki na brzuchu oraz grzybicę paznokcia, która nie odpuszcza mimo wydanych milionów. Miałam taką nadzieję, że kto jak kto, ale on nam coś na to poradzi, bo jest świetnym specjalistą. Niestety, poradził, do końca życia smarowanie cholernie drogimi kremami. Mam Kubę nauczyć samodzielnego smarowania, bo potem będzie kłopot. Powiedział, że każde kichnięcie i zakasłanie będzie wychodzić Kubie na skórze i nic na to nie można poradzić. Bardzo dobrze, że jedziemy do Norwegii, bo zmiana klimatu dobrze mu zrobi. Z jedzenia dodatkowo mam wykluczyć jeszcze wieprzowinę. Możemy królika, gęś, jagnięcinę i mam na to polować w Auchan o wczesnych godzinach porannych. Super. Nie wiem ile trzeba mieć kasy żeby temu sprostać :/ A ja to samo. Atopowa od stóp do głów. Miejscami stany zapalne, na które mam kupić maści sterydowe. Mam się smarować Hudsalvą i SVR Topialiste (kto zna, ten wie ile to kosztuje). Żeby nie było mało, mam iść na zerwanie paznokcia. Bosko. 

Na szczęście Biedrona nas poratowała. Kupiliśmy kaczkę, bo gęś była głęboko mrożona i olbrzymia, perliczkę i królika. Nie chcem, ale muszem się za to wziąć. Nie cierpię oprawiać mięsa, ale poświęcę się i zrobię, a potem podzielę i pomrożę. Gdybym przyznała się, że Kuba je parówki to bym chyba wyszła bez głowy. Nadszedł czas na zmiany. Ja i tak już nie mogłam patrzeć na te parówki. Dobrze, że są wreszcie dobre ogórki i pomidory to mogę oderwać Kubę od tego świństwa, bo te warzywa je.

No a Kuba ma się świetnie. Strasznie się cieszy, że ma oboje rodziców (od tygodnia mamy tatę). Codziennie trzeba mu mówić, że tata zostaje na noc żeby spokojnie spał. Dzióbek tak tryska szczęściem, że cały czas słyszymy "kocham cię mamusiu", "kocham cię tatusiu", "jesteś kochany", "jesteś kochana" :D Oczywiście pękamy z dumy i rozpływamy się ze szczęścia :D Tata też dostał mega sił witalnych po tym, jak Kuba podbiegł do niego na lotnisku wołając "tata" i przytulił za szyję :D Mówi, że przez ten miesiąc nastąpiła w Kubusiu ogromna zmiana na lepsze. Mam więc szczęśliwych facetów, którzy nie marudzą i pomagają mamie. Wreszcie się doczekałam :) Moi panowie dogadują się ze sobą, nie działają sobie na nerwy, chętnie wychodzą pozałatwiać męskie sprawy i radzą sobie w trudnych sytuacjach. Byli u fryzjera i razem się ostrzygli. Byli w Castoramie po śrubki, gdzie Kuba niespodziewanie zasnął w wózku-autku. Tatuś siedział 45min ze śpiącym dzieckiem na rękach :) Wczoraj zasnął mi podczas wizyty u dermatologa. Widocznie dobrze się tam czuł :)

A oto zdjęcie pamiątkowe:

No to lecę robić te króliki i inne. Już wyjmowałam pranie jak przypomniałam sobie, że mam je dwa razy płukać. Dermatolog zalecił pranie bez zmiękczaczy i dwukrotne płukanie. Kubuś zdenerwował się praniem bez płynu do płukania, ale powstrzymał płacz i dał sobie wytłumaczyć. Przyzwyczai się, a potem sam będzie mnie pilnował jak ze wszystkim :)

Tu krótka notka: kiedyś zmiana opon lub mycie auta było dla Kuby bardzo silnym przeżyciem. Uważał, że autu coś się dzieje i je psujemy. Dziś razem jadą umyć auto, ale to wymaga ćwiczeń. Nigdy nie unikaliśmy stresujących sytuacji. Oczywiście nie za wszelką cenę. Bierzemy go do fryzjera za każdym razem. Raz się da dotknąć, innym razem nie (wtedy odpuszczamy), ale dalej próbujemy. Ważne żeby pamiętać, że my też możemy nie mieć nastroju do obcinania tego dnia i warto poczekać. Rzecz jasna są rzeczy z którymi nie można czekać, jednak niech będą też takie, w których decyduje dziecko.

Lecę, bo bajzel sam się nie posprząta. Po świętach kolejny maraton urzędowo-lekarzowy.

Zapomniałam! BABCIA RZUCA PALENIE!!! Trzymajcie kciuki! :D

wtorek, 19 marca 2013

Wczoraj spędziliśmy 5 godzin załatwiając papiery w urzędach. Kubuś był miód malina choć nie przespał się w aucie. Dziś miałam załatwiać dalej, ale odpuściłam. Śnieżyca za oknem i zamknięta obwodnica motywują do szukania prostrzych rozwiązań. Załatwi się więc jutro przez pocztę. Tak, jak myślałam, Kuba też musiał odreagować. Trochę się pobawiliśmy, ale potem coraz trudniej było mu pozostać przy świadomości. Tarzanie się, bełkotanie i zmienianie obiektów zainteresowania co sekundę uniemożliwia zabawę. Co jakiś czas pozwalałam mu na bajki, bo tylko wtedy siedzi i "odpoczywa". 

Przyszła dziś na górę babcia. Oczywiście nie żeby się z nim bawić. Przyszła na kontrolę. Kuba wpatrzony w bajki, a ta mu nawija o książce, którą wczoraj od niej dostał i chce żeby jej pokazał. Kuba do książek jest jak do jeża. Wyniósł gdzieś i porzucił jak tylko została mu wręczona. Mówię to wszystkim żeby nie robili sobie wielkich nadziei, ale to nie dociera. Przychodzi, pyta (myślała, że zostawi dla niej bajki?), a potem obrażona mówi, że jest brzydki i idzie, bo zignorował ją totalnie.

Wieczorem przyszedł dziadek na słówko w jakiejś sprawie. Zobaczył Kubę przy moim telefonie oglądającego siebie na filmikach. Stwierdził, że dziecko jak zwykle tylko bajki ogląda. "Zlitował się" więc zapraszając Kubę do wspólnej zabawy. Kuba jak zwykle średnio zainteresowany, ale jak powiedziałam żeby pokazał dziadkowi dartsy to od razu ciągnął go za rękę. Chwilę porzucali i Kuba znów zaczął latać jak wolny elektron mając gdzieś dziadka. O pardonsik, właził dziadkowi na plecy podduszając za szyję. Żeby nie było, wygrzebałam porzuconą książkę od babci i dałam żeby się pobawili. Dziadek składał kurczaczki, a Kuba skakał bełkocząc i podrzucając je żeby latały. Zainteresowania dalszego zero. Dziadek swoje, Kuba swoje.

Jestem jednak w 99% pewna, że uważają to za złe wychowanie, a nie jakieś zaburzenie. W końcu wyrodna matka tylko bajki mu puszcza ;) Wiecznie się dziwią dlaczego moje dziecko czegoś nie je, dlaczego nie wychodzi na spacery, dlaczego nosi pieluchę skoro sika na nocnik, dlaczego drze się w nocy. A jak kolejny raz tłumaczę, kwitują mówiąc "głupi".

Odkąd Kubuś ruszył z mową, mamy bardzo fajne dialogi. Wysunęłam śmietnik na środek kuchni. Przychodzi Kuba:

- Świetnie!

- Co świetnie - pytam.

- Przestawiłaś śmietnik? - upewnia się.

- Tak, przestawiłam - odpowiadam rozbawiona reakcją.

- Rewelacyjnie! 

Mowa sukcesywnie się pogarsza. Notorycznie myli litery, końcówki i formy gramatyczne, z którymi kiedyś nie miał problemów. Wymówienie "traktor" co wcześniej pięknie mówił, teraz jest łamaniem języka, bo nie wymawia "r" i myli kolejność. No ale wtedy była echolalia, a teraz mówi świadomie. Za to wyraża się bardzo wyrafinowanie.

- Gdzie jest toaleta? - zapytał wczoraj panią w urzędzie.

- Mamo, ja tu kontynuuję - mówi jak zaglądam do pokoju.

Mamy nowe sukcesy!

W chodzeniu - Kuba sam ćwiczy chodzenie naprzemienne na schodach :D Jeszcze nie samodzielnie, bo muszę go trzymać za rękę, ale stara się, co bardzo mnie cieszy :)

W zachowaniach społecznych - Długo to tłukłam do głowy, ale w końcu załapał. Kuba PRZEPRASZA! :D Mówi "przepraszam, to było niechcący". Nie zawsze od razu i nie rozumie, że kiedy robi coś umyślnie to nie jest "niechcący", ale i tak sukces :D

W technologii - wczoraj odebrał telefon kiedy ja byłam przy piecu i nawet starał się mówić do sensu :)

Wczoraj po raz pierwszy zaciągnął mnie do sklepu mówiąc "chciałbym żebyś mi coś kupiłaś". Chciał jakąkolwiek zabawkę. Kupiłam tarczę z rzepowymi kulkami. Strzał w 100 :)

 

A co nadal kuleje?

Społecznie - Kuba nie rozróżnia ludzi po twarzy. Coraz bardziej daje się to we znaki. Pogarsza się też kontakt z dziećmi. Nie potrafi podjąć tematu zabawy ani rozmowy. Nie słucha co dzieci do niego mówią, a sam nawija od czapy i dzieciaki albo nie rozumieją, albo patrzą jak na dziwaka.

Teoria umysłu - ćwiczymy ciągi i wzory. Dno i dwa metry mułu. Nie wiem czy kiedykolwiek to załapie.

Trzecie urodzinki tuż tuż.

Kuba dojrzał na oknie tycią muszkę. Poobserwował i rzecze:

- Muchy robią miód, tak.

- Nie, miód robią pszczółki. Muchy miodu nie robią - odpowiadam.

- Muchy jedzą miód - wysuwa Kubuś wnioski.

- Nie, muchy miodu nie jedzą.

- Kotki ją miód! - woła uradowany.

- Nie, muchy nie jedzą miodu. Miód jemy my i niedźwiedzie.

- Niedżwiedzie, tak. - przetwarza informację - Co jedzą muchy?

- Obawiam się, że kupę i inne brudy.

-Mucho dzidzio, spokojnie, on nie zrobi na ciebie kupy. No nieeee - uśmiecha się Kubuś do małej muszki wkraczającej właśnie na terytorium, na które kiedyś naptakał nam srak.

- Nie będę skakać nad tobą jak będziesz chory! - woła zrezygnowana matka do dziecka, którego temperatura ciała zbliża się już do zera, ale nadal ma gdzieś ubieranie się.

- Na trampolinie? - pyta zauroczony.

W domu 17st.C, a ten biega na bosaka, bo jemu zawsze jest ciepło. Ręce ma jak kostki lodu, ale on tego nie czuje :/

niedziela, 17 marca 2013

Polecam do obejrzenia film, który będzie nadawany 26 marca 2013 w programie TVP2 o 22:50. Film nosi tytuł Autyzm - miłość ponad wszystko. Można go też obejrzeć tu http://video.anyfiles.pl/Trudna+miłość.Autyzm/Ludzie/video/47433

Proszę umieśćcie ten link na swoich blogach. Niech jak najwięcej ludzi go zobaczy. Tylko tak coś zmienimy.

sobota, 16 marca 2013

Kuba wlazł na leżącą mamę i usiłował namówić ją na bycie konikiem. Mama zdyndana leżała bez życia. W końcu niedoszły jeździec zawołał:

- Mamo! Jesteś moim Galahadem!

No na takie zawołanie to mama nie mogła być głucha i popędziła co koń wyskoczy niosąc swego rycerza Mike'a :D A w myślach "łał! On nazywa bohaterów!" :D

                                                        *  *  *

Kuba przyszedł do stołu po porannym seansie o Marcie, gadającym psie. Pod pachą przyniósł swoją żółtą Sonię (która teraz jest "małym Bobkiem"). Je śniadanie i nagle go olśniło.

- Nasz piesek jest żółty - i czeka na odpowiedź.

- Tak, ten piesek jest żółty - przyznaję (choć piesek akurat beżowy, ale mniejsza z tym).

- Znaczy gada! - skwitował uradowany :)

 

A mówią, że bajki są złe.

 
1 , 2 , 3
Tagi