czwartek, 28 lutego 2013

Z naszym Kubusiem dzieje się coś złego :( 

Od kilku dni ma rozstrojenie jelit, gorzej je, krzyczy w nocy po kilka razy, w dzień coraz częściej trzeba zabiegać o jego uwagę. Mając do wykonania zadanie zapomina po dwóch krokach. Całymi dniami wokalizuje, skubie usta twierdząc, że ma tam "takie" i jak tak porobi to to się "rozpadnie na kawałki", a ja boję się, że zdrapie je do krwi. Tłumaczę mu, że ta część ust jest normalna, na miejscu i ja też to mam, ale on twierdzi inaczej. Znów pojawiły się lęki bardzo nasilone. Boi się wieczornego odbicia w oknach, kolorów nieba, ciemności, piesków, które go nawiedzały. Boi się odgłosów. Znów kolacja musiała być odpowiednio przygotowana. Talerz musi leżeć w odpowiedniej pozycji, ketchup z majonezem muszą być wymieszane bezszelestnie do odpowiedniego koloru, widelec musi być taki i inne. Znów budzi się wołając, że nie jadł kolacji jakby nie zarejestrował całego posiłku. W kąpieli wrócił do bardzo dawnych czasów kiedy nie można było używać słuchawki prysznicowej, a polewanie delikatne wodą też nie było mile widziane. Tylko, że wtedy zdecydowanie gorzej się poruszał i nie miał tak makabrycznych pomysłów na radzenie sobie ze stresem. Dziś w nocy usiłował zasikać sobie całe ubranie i łazienkę, bo nie posadziłam go na klozet, tylko kazałam zrobić na nocnik. Pomyślałby kto, że co mi zależało, trzeba było posadzić go na ten klozet. Ale to nie jest tak łatwo. Kiedy Kuba wpada w ten stan, wymusza jedną rzecz za drugą. Spełnienie zachcianek zamiast go wyciszyć, potęguje stres. On chce usiąść na klozecie, ale jest tym tak opętany, że wyobraził sobie konkretny sposób wykonania tej czynności i kiedy coś pójdzie nie tak, milimetr przesunięcia, siusiak nie schowa się od razu, cokolwiek.... wtedy będzie szał frustracji. A frustrację trzeba jakoś wyładować - na mamie, na sobie, na wszystkim.

Dotyk wody go boli. Mówi, że ma sklejoną twarz, ale nie da jej umyć. Przetarłam mokrym wacikiem i posmarowałam kremem. Ewidentne objawy alergii. Tylko na co tym razem? Obstawiam ten cholerny Singulair. 

A może to zapowiedź kolejnego skoku w rozwoju. Dziś po raz pierwszy próbował naśladować przy teledysku Kaczuchy i nawet coś śpiewał :)

Rozmowy Kuby z tatą ewoluują. Kiedyś Kuba nie raczył odezwać się wcale. W jego główce toczyła się rozmowa, ale usta milczały. Na szczęście Skype pozwala na rozmowę bez słów. Był okres, że Kuba brał tatę w postaci telefonu i latał z nim po domu pokazując wszystko w zastraszającym tempie. Serce aż rosło, że pokazuje, że się dzieli. Teraz rozmowa wygląda tak:

 

Wielkim sukcesem jest, że Kuba sam poprosił o założenie słuchawki, bo chciał pogadać z tatą. Niestety jak już dojdzie do rozmowy powie co uważa (nie słuchając odbiorcy) i rozmowa jest zakończona. Wtedy albo mówi, że już skończył i nalega na wyłączenie lub wyłącza sam siebie. W tym drugim przypadku nawija dalej swoje dziwactwa nawet po zdjęciu mu słuchawki.

Bardzo też lubi odpowiadać od czapy. Wczoraj na prośbę żeby pochwalił się tacie gdzie byliśmy, Kubuś odpowiedział z uśmiechem, że pływaliśmy w jeziorze. Był taki okres, że mówił "tato, ważna sprawa..." i na tym koniec. Lub mówił "tato, mam jedno pytanie..." albo "tato, mam ci coś do powiedzenia..." i również temat się kończył.

środa, 27 lutego 2013

Kuba ma silną potrzebę pouczania innych. Może będzie strażnikiem miejskim :)

Zbliżamy się do schodów, na których szczycie stoi chłopiec starszy od Kuby i z nudów (najwyraźniej czekał na mamę) kopie nogą w śnieg na poboczu tych schodów. Kawałki śniegu spadają na odśnieżone schody. A Kuba przyspiesza kroku i woła na całą wiochę:

- Chłopczyku! Chłopczyku! Tak nie można robić! - dalej był już bełkot, bo zbytnio się wzburzył. 

Po dotarciu do celu, Kuba kontynuował.

- Gdzie jest twoja mama!?Ja się pytam! Gdzie jest twoja mama!?

Myślałam, że zapadnę się pod ziemię, a Kuba dalej bełkotał wzburzony coraz bardziej podnosząc sobie ciśnienie. Uspokoiłam, przetłumaczyłam chłopcu bełkot na język polski, bo inaczej nie oderwałabym od niego Kuby i uprzejmie powiedziałam, że już nas nie ma. Chłopiec  był tak zaskoczony i oniemiały, że nawet para ulgi nie zdąrzyła pójść mu uszami :)

Zastanawiałam się gdzie Kuba słyszał takie słowa, bo była to echolalia odroczona i sobie przypomniałam. Słyszał to wtedy, co wyszedł nam ze sklepu.

Oczywiście poprzedni wpis jakoś się nie doczekał dokończenia :/

Byliśmy wczoraj u lekarki. Znowu mówi, że u Kuby ten kaszel to refluks. Musimy w końcu wybrać się na to USG. Może wreszcie umówię też siebie na USG oczu, co miałam mieć pół roku temu :)

Kurde przypomniało mi się, że muszę załatwić sobie okulary przeciwsłoneczne. Szykuje się duży wydatek :/ Dobrze, że Kubie udało się je kupić, bo dziś za oknem słońce. No i, że je nosi, o czym kiedyś nawet nie marzyłam.

No ale może trochę pozytywów :) Wczoraj byliśmy w mieście u lekarki, potem u mechanika, w biedronce, lidlu i jeszcze kilku sklepach i było całkiem spokojnie i miło. Lekarka dała Kubie gazetkę, bo jeszcze trochę i z jej gabinetu zostałyby drzazgi. Kuba nie był nią zainteresowany, ale gest był miły. Potem mechanik naprawił mi przednie wycieraczki nie biorąc ani grosza. W sklepie klientka, która była za nami spakowała mi zakupy.

W innym sklepie ekspedientka pomogła mi odnaleźć mój telefon, który oczywiście wcisnęłam do dziwacznej kieszeni i nie mogłam znaleźć. A na koniec wpadłam zamówić chleb, który okazał się już być zamówiony :)

 

 

Kubuś miał wczoraj niemal-wymarzony dzień, bo zaliczył swoje sklepy reklamowe, posiedział w nagrodach ( tak nazywa stojące pojazdy dla dzieci, których nie pozwala włączać - ku mojej uciesze), pobawił się skanerem cen w Lidlu, kupiłam mu upragnioną ciastolinę i kolorowankę z numerkami, a nawet byliśmy w zoologicznym pogapić się na zwierzątka. Dzień niemal-wymarzony, bo nie byliśmy w tunelowym i pralkowym :) Tam wybieram się w sobotę zabierając ze sobą mojego siostrzeńca (asperger).

 

Mama też miała niemal-wymarzony dzień. Dziecko nie padło na glebę jak kazała wyrzucić lizaka, który ją zaliczył. Nie rozniosło gabinetu lekarki. Wytrzymało do toalety. Przebierało nogami do przodu i nie wymagało ciągłego noszenia. Nie zrobiło afery. Tylko trochę popłakał, bo jak zwykle było mu mało przygód i nie chciał wracać do domu. Dzień niemal-wymarzony, bo pękała mi głowa, a ketonal został w domu i mogłam go wziąc dopiero po powrocie.

 

 

Jutro atakujemy Gdańsk :)

 

Jak dłużej nie piszę to potem nie idzie nadrobić zaległości. U nas wciąż coś się dzieje i nie sposób tego opowiedzieć. Ostatnio wieczne budzenien się w nocy z przerwami na jedzenie, gadanien od czapy i picie. Teraz się przestawiło. Nie śpi cały dzień i zasypia o 23. Dzięki temu budzi się tylko żeby doj§ć do mnie do sypialni, wtarabanić się i zasnąć. Za to jest przemęczony, więc ze zmęczenia szaleje wieczorem, a w nocy gada przez sen. Ostatnio wrzeszał przez sen, "ja chcę do Ikea!". Na trzeźwo nie kojarzy tej nazwy i mówi, że musi jechać do tunelowego (kręcą go parkingi podziemne - kiedyś wpadał w panikę jak do takiego wjeżdżaliśmy, bo nie wiedział czemu robi się ciemno). Wrzeszczał też przez sen "chcę żebyś ze mną spała!" :D Od początku mieliśmy wrzaski. Zawsze budził się z wrzaskiem, nawet z drzemki. Ciężko było żeby zasnął, a jak już się to udało to zaraz budził się z płaczem i nie szło go uspokoić. Teraz wreszcie krzyczy, ale można do niego dotrzeć. 

ESKIMOS

Kuba miał potrzebę napisania wyrazu ESKIMOS :)To efekt ostatnich ćwiczeń. Przerabiamy akademię Czuczu dla 3-4latków. Jak nie potrzeba wyobraźni to świetnie sobie radzi :)

 

 

Ostatnio mamy czas szaleństw. Dziś pokój zamienił się w plac zabaw. Kuba odkrył tunel z Ikea, którego nie używał chyba rok. Zrobiliśmy zjeżdżalnię z poprzedniego materaca i tor przeszkód z tunelem. Tunel był też mostkiem, wiatraczkiem, w którym Kuba kręcił się z pieskiem. Potem zrobiliśmy z niego windę. Używaliśmy też piłki orzeszka, z którego Kuba rzucał kólkami do tunelu. Nagrywaliśmy sobie filmiki Kubusia zabawkowym telefonem. A wcześniej malowaliśmy farbkami i (tu szok!) odrysowywaliśmy się na lodówce :)  Kuba widział w telewizji pewnie program, w którym to robili i sam zinicjował taką zabawę. Trochę trwało zanim zrozumiałam o co mu chodzi. Sama tego nie sugerowałam, bo mały szaleniec zawsze histeryzował jak miał stanąć przy ścianie w celu zmierzenia wzrostu :) Jestem pozytywnie zaskoczona :D 

 

 

Przerwa. C.D.N.

 

 

09:23, overloaded
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lutego 2013

U nas nic dobrego. Wczoraj odwołałam łamanie u fizjoterapeuty i dobrze mi to zrobiło. Trochę odpoczęłam i przyłożyłam się do terapii Kuby, dzięki czemu nie mam już takich wyrzutów sumienia. Kubuś znów zbiera buźki i sam już wymyśla nagrody, które chciałby dostać. Straszny z niego leń i ściemniacz, ale jak ma zrobić coś dla uzupełnienia buźki, to tylko się za nim kurzy. Właśnie w nagrodę robi na komputerze zadania z programu Sokrates. Nauczył się dziś sam prowadzić i klikać myszką. To bardzo dobre ćwiczenie. Zaraz będę musiała go od tego odrywać, bo już zmęczyła mu się rączka i będzie frustracja.

A nie jest u nas najlepiej, bo mimo inhalacji i leku na astmę Kuba coraz gorzej kaszle, oboje mamy pogarszającą się chrypę, a ja jestem w rajstopach, spodniach, swetrze, szlafroku i jeszcze mam straszne dreszcze. Zastanawiam się czy nie powinniśmy prześwietlić płuc. To nasze kaszlenie ciągnie się już od stycznia. 

piątek, 22 lutego 2013

Dziś będzie o nagrodach, bo akurat mam coś godnego polecenia. Będąc ostatnio w aptece, zakupiłam na próbę lizaka witaminowego. Pomyślałam, że jak musi już dostać lizaka u lekarza lub gdzieś indziej, to lepiej takiego. No i powiem Wam, że jest całkiem całkiem. Ja mam Oeparol Junior (od 3 roku życia). Mile mnie zaskoczyło, że jest to witamina C, rutyna, cynk i wyciąg z lipy. Fajnie, bo mogę używać tego niezależnie od zwykłych witamin i jeszcze jest szansa, że podziała jak cukierki na kaszel. Muszę poszukać czy są jakieś inne. Fajne to jako zamiennik zwykłych lizaków. Słodzone sukralozą.

A jeśli chodzi o temat nagród jedzeniowych... ja ich unikam, ale jak trzeba nauczyć czegoś ciężkiego i potrzeba zmotywowania co kawałek, to wtedy dostaje rodzynki (królewskie firmy Makar są ogólnodostępne), orzechy wszelkiego rodzaju (ale mało, bo bardzo poruszają mu jelita), ciasteczka Milly z firmy Schar podzielone na kawałeczki, kamyczki (orzeszki ziemne w lukrze). Ogólnie stosuję jedzeniowe przy stoliczku, a społeczne poza nim. Społecznymi nagrodami jest to, co go kręci. Na etapie kręcenia wszystkim i pstrykania światłem, to było nagrodą. Potem przyszedł etap uczestniczenia w życiu, a raczej kierowania mamą (wymuszanie czynności). Nagrodą było wstawianie prania, odkurzanie, mycie podłogi, mycie naczyń. Teraz mamy kolejny etap, kiedy tamte nagrody już go nie kręcą. Teraz wracamy nieco do początku. Dziś znów rysuję buźkę. Tym razem wyciągnęłam dawno nie używane nagrody jedzeniowe, co podziałało, a zadaniami są czynności, które już dobrze zna. Rozwieszaliśmy pranie, składał i chował skarpetki, pomagał myć naczynia, karmił ptaszki, wstawiał pranie... Dziś uzbierał trzy buźki. Za pierwszą była czekoladka, za drugą kręcenie wiatraczkiem, a za trzecią lizaczek. Na jedną buźkę składa się 5 czynności. Teraz dostanie bajkę jak posprząta w pokoju. U nas nawet leki są nagrodami :) Jak da zakropić nos, dostanie Singulair (kręci go ta tabletka, którą można żuć). Okropna matka ze mnie :D

 

A może Wy macie jakieś fajne nagrody, o których nie wiem?

- Jak babcia by wzięłaby kotka do pana i pan by obciąłby kotkowi pazury, to potem kotek.... lubiłby głaskanie. - i uśmiech odkrywcy :)

- Jak cię poswędzi to kotek cie podrapie - i kiwa głową zadowolony :)

- Ale jedno głaskanie kotek lubił - :)

Nie odzywałam się, bo nie dość, że dręczą mnie rozterki, to Kuba też nie pozostaje dłużny. W przedszkolu widział jak tatuś zabiera dziewczynkę do domu. Nie chciała iść, więc ją uderzył. Nie było mnie przy tym i nie wiedziałam, a Kuba co rusz gadał o biciu. Jak ja go zbiję i jak on mnie.... W końcu zadałam odpowiednie pytanie. Kto bił? Tatuś. Kogo gił? Dziewczynkę. No i teraz dziecko leje mnie za każdym razem jak chce się mnie pozbyć, bo jak tatuś dziewczynce wlał, to poszła. Wrrrrr

Mam mieszane uczucia odnośnie tego przedszkola. Zapewniają, że utrzymują dyscyplinę, że nie stosują otwartych pytań, że dzieci się rozwijają.... ale kiedy byłam, oprócz Kuby była tylko jedna dziewczynka i dwie panie nie potrafiły zwrócić uwagi czterolatce wciągającej katar. Nie potrafiły też dać dziecku cienia samodzielności. Kuba nie mógł sam zdjąć majtek i usiąść na nocniku, bo pani mu nie dała. Rąk też sam nie mógł umyć. Jak tak to będzie to zaraz wykorzysta sytuację, a w domu będziemy mieć ciężkie przeprawy. Poza tym mówię babce, że Kubie nie wolno dać wyboru na czym chce się załatwiać. To mysi być jeden określony nocnik lub toaleta, bo inaczej wykorzysta to do manipulacji i złapią się we własne sidła. Oczywiście nie dotarło. Było też koedukacyjne korzystanie z toalety z dziewczynką. I jak zamierzają później wytłumaczyć mu, że ma czekać na swoją kolej? Zwykła przechowalnia, a nie przedszkole. Tu jednak wolałabym pociągnąć dalej terapię w przedszkolu dla autystów, niż dać mu namieszać w głowie. 

A w tej główce to niestety jest jeszcze baaaardzo dużo do poukładania. W desperacji wzięłam się za tablicę do nagradzania. Najpierw narysowałam smutną i uśmiechniętą minkę, oddzieliłam dłuuuuuugą kreską i zaznaczałam dobre i złe zachowania tłumacząc, że jak dobrych będzie więcej, dostanie nagrodę. Nie pomogło, bo Kuba uznał rysunki za mamę i tatę, a ta długa kreska była dla niego zaznaczoną kreską. A myślałam, że już lepiej rozumie obrazki. Efektem było robienie wszystkiego co złe i domaganie się zaznaczania. Następnego dnia zmieniłam taktykę. Narysowałam koło i powiedziałam, że za grzeczne zachowanie (podaję mu oczywiście co to ma być) będę rysować oczka nosek i buźkę, a jak będzie cała, dostanie czekoladkę. Z trudem uzbieraliśmy jedną buźkę. Zjadł czekoladkę i dalej zero motywacji. Jakiś diabeł w niego wstąpił. Może to nadwrażliwość słuchowa. Ostatnio często słyszy odgłosy, których nie ma i cały dzień buzia mu się nie zamyka. Oczywiście gada i śpiewa po swojemu. Chodzi też i gryzie się w rączki. Mówi, że gryzie żeby było ciszej. Uczymy się więc zatykania uszu. Wychodzi różnie, bo raz zasłoni oczy, innym razem buzię :) Mamy też notoryczne plucie i nic na to nie pomaga, bo to ma jakiś wyższy cel, którego jeszcze nie wyciągnęłam z niego. Ostatnimi dniami bardzo buja w obłokach. Nawet w nocy budzi się i gada rzeczy od sasa do lasa.

Byliśmy u lekarza i zapalenie oskrzeli wyleczone, ale o ile ja nie kaszlę, tak Kuba coraz gorzej. Muszę mu kropić nos, co dla niego jest jak zażynanie. Oby udało się wreszcie opanować ten kaszel. Noce mamy do kitu. Wróciło budzenie się w środku nocy i cudowanie, bo nie może zasnąć. Dostawał codziennie 25mg hydroxyzyny, ale to nic nie dawało. Zostawię więc ją sobie na noc. Jak się budzi, daję mu tabletkę i czuję się wtedy lepiej mając nadzieję, że to pomoże mu zasnąć. Dziś obudził się przed północą, bo odpadł o 18. Koło 2 zasnął i spaliśmy do rana. Oby wypoczął i przestał mi świrować.

 

 

 

 

N

o a ja w natłoku spraw postanowiłam zrobić sobie wolne. Nie jadę dziś na moją fizjoterapię. Wszyscy wokół mają wywalone i robią sobie wolne, więc ja też mogę. Przez tydzień mąż uważał wszystko inne za ważniejsze niż złożenie papierów do przedszkola. Teraz ja uważam siebie za ważniejszą niż odkopywanie się spod śniegu i jazdę 60km w jedną stronę żeby złożyć te papiery. Zbliża się teraz czas rozliczenia podatkowego i też mam wywalone. Już dwa razy pozałatwiałam wszystko z tłumaczeniami, a mąż zwlekał tak długo, że musiałam załatwiać to ponownie. I ani razu nie usłyszałam "przepraszam". Tym razem mam to w tyłku. 

 

 

 

 

wtorek, 19 lutego 2013

Zjadło mi wpis. Chyba za duże herezje to były i nie było w stanie przełknąć.

Idę się więc popogrążać w dole podwójnie. Przyczyny nie podam, bo to zbyt dołujące jest. Sama przed sobą staram się to schować. Śmierdzący tchórz ze mnie.

 
1 , 2 , 3
Tagi