środa, 30 stycznia 2013

Teraz trochę o nas. Niby nie jesteśmy chorzy, ale rano oboje mamy nosy zawalone ropnym katarem. Obyśmy tylko nie musieli skończyć na antybiotyku. 

Nie pisałam o tym wcześniej, bo nie chciałam zapeszyć, ale teraz nie ma to już znaczenia. Otóż, co dało się pewnie zauważyć, od świąt mamy z Kubą błogi spokój. Takie słodkie i grzeczne dziecko mogłabym mieć codziennie. Miałam okres, że rwałam włosy z głowy, a w końcu weszłam z nim na ścieżkę wojenną. Byliśmy na froncie 3 dni i wszystko minęło jak ręką odjął. Teraz piszę i się chwalę nie bojąc się zapeszenia, bo już wiem, że gorszy okres się zbliża. Nie potrafię jeszcze tego opisać, ale to jest jak ciśnienie przed trzęsieniem ziemi. To się czuje. Dziś Ela nasunęła mi trop pisząc, że nie wszystkie rytuały jesteśmy w stanie powstrzymać, bo nie wiemy co je powoduje. I tu jest klucz do zagadki. Coś powoduje, że zaczyna się od jednej małej niezauważalnej pierdółki i przeradza w złożone rytuały nie znoszące sprzeciwu. Kubie bardzo podobało się nowe łóżko. O dziwo okazało się, że potrafi spać pod kołdrą, bez skarpetek i nawet umie sam się nią przykryć. Unikając popadania w rytuały raz robiłam Kubie kąpiel,  a innym tylko mycie. Raz kolacja była przed kąpielą, a raz po. Aż tu gad upiera się, że musi się wykąpać codziennie. Następnie wymyśla rytualną zaba

wę w kąpieli (matka cieszyła się, że wymyślił nową zabawę sam). Zabawa zawsze musi się odbyć, nawet jak go wysuszę i ubiorę. Zawsze taka sama choć za każdym razem poszerzona. Kąpiel musi być choćby zasnął na nocniku przed nią. Potem dochodzą kolejne małe drobnostki, które nie wiedzieć kiedy robią się wielkimi babolami. Nagle się okazuje, że po kąpieli i tak domaga się kolacji choć była przed. Nie pozwala sobie zasnąć dopóki wszystkie rytuały nie zostaną dopełnione. Na koniec dochodzi do takich sytuacji, że zasypia przy jedzeniu, a potem budzi się w środku nocy z wrzaskiem i przymusem ponownego zjedzenia kolacji. Co zmusza go do aż tak rozbudowanych rytuałów? Nie wiem. Pewnie znów pojawiają się lęki, ale nie wiem jeszcze jakie. Taki okres szaleństwa trwa dwa miesiące, a potem kończy się nagle i jest błogi spokój. Do następnego razu. Muszę dowiedzieć się wokół czego tworzy te rytuały i rozwiązać ten problem.

Dziś coś specjalnie dla Kasi. Miał być komentarzem do jej wpisu na blogu, ale wyszło długaśne, więc daję tu. Może ktoś jeszcze skorzysta.

 

Na początek filmik dla zobrazowania sytuacji. Uprzedzam, że dla tych o silnych nerwach.

 (umknął mi gdzieś,  wstawię jak znajdę)

 

Ja tam nie wiem czy to jest nadwrażliwość czy odwrotnie, ale u nas było podobnie. Kuba jadł tylko twarde, suche i chrupiące pokarmy. Nie jadł nawet ziemniaków w postaci frytek, ryżu, a o bananie mogłam pomarzyć. Na śniadanie, obiad i kolację musiało być mięso. Żeby zjadł choć namiastkę warzyw gotowałam zupę, którą zjadał z chrupkami kukurydzianymi lub grzankami. Oczywiście jadł tylko ten dodatek, a reszta zostawała, ale czułam się lepiej, że może coś tam trafiło do brzuszka. Żywił się tak bardzo długo. A w międzyczasie obgryzał rogi wszystkich poduszek jakie znalazł. Na jedzenie pomogło nam podawanie tuż przed posiłkiem do gryzienia czegoś twardego. U nas to była szczoteczka do zębów. Na przegryzki dawałam kilka orzechów, parę precelków schara lub patyki grissini. Dobre jest też gryzienie wafelka do lodu. Nie jadł żadnych owoców, więc na przegryzki dostawał właśnie mega-twarde rzeczy. W ten sposób buzia się dowrażliwiała i stopniowo był w stanie zjeść na obiad suchy ugotowany ryż. Zamiast chleba jadł chrupki chleb kukurydziany, ale nawet to nie szło mu najlepiej. Jak dowrażliwił buzię to teraz mogę zaoferować mu każde pieczywo nie obawiając się wrzasku i zje. 

Ale to nie cała tajemnica sukcesu. Przed snem buzia tak go męczyła, że szczoteczka nie wystarczała, a rogi poduszek były juź poodgryzane. Pomagał nam masaż. Opukiwałam mocno szczękę i kości policzkowe. Wybierasz miejsce i miarowo pukasz. Myślę, że fajny byłby masażer do twarzy w formie paluszka, bo on jeszcze dostarczałby wibracji. Mnie nie udało się go dostać. Jak nie dawał się opukiwać, dwoma palcami masowałam mostek na klatce piersiowej też w miarowym rytmie szurając przez piżamkę w lewo i w prawo. Masaże czynią cuda. Bardzo pomagają nam w wyciszaniu. 

Na rękę grzebiącą w gardle nie wolno reagować ani mówić "nie wolno". Nic nie mówiąc trzeba podejść i odsunąć rękę od ust. Jak ze śmiechem tym bardziej będzie pakować łapki, znajdujemy im zajęcie. Podprowadzamy do zabawki i kierując jego rączkami wykonujemy czynności. Tak się wkurzy kierowaniem i dotykiem, źe z chęcią sam się pobawi byle byś go zostawiła w spokoju, a o wsadzaniu rąk nie będzie już pamiętał.

Łykanie syropów i antybiotyków. To normalne, że wymiotuje antybiotykiem, bo są paskudne. Kuba lepiej znosił pokruszone tabletki niż tonę syropu. Małe tabletki dawałam mu normalnie do połknięcia, bo łykał w całości chrupki kukurydziane, kawałki mięsa itd. 

No i tu poruszyłam nowy temat. Uwielbiał chrupać i odgryzać, ale zamiast gryźć zwyczajnie połykał. Musiałam wiecznie pilnować żeby pamiętał o gryzieniu i nie pakował do buzi masakrycznych ilości. Zdawało się, że jemu odruch wymiotny sprawia przyjemność.

Na koniec jeszcze jedna ważna kwestia, która przeważyła szalę. Chodzi o katar, którego nie widać. Kuba jest potwornym alergikiem. Od maleńkiego zauważałam u niego pocharkiwanie, ale lekarze zaglądali do nosa i mówili, że kataru nie ma. Aż wreszcie jedna lekarka przepisała nam Zyrtec. Dostawał go z innych przyczyn, ale nie wiedziałam, że Zyrtec działa obkurczająco i po podaniu ruszył się wreszcie katar nosem. Spróbuj podać mu Zyrtec przez tydzień i zobaczysz czy to coś da. Teraz jak Kuba przestaje mi normalnie jeść, od razu wiem, że ma katar cieknący po gardle. Teraz, jak bardzo dobrze mówi i ćwiczyliśmy zgłaszanie problemów, przychodzi mówiąc, że ma włosa (wcześniej usiłował go wygrzebać i pakował całą rękę nie przejmując się odruchem wymiotnym).

Cieszę się, że wreszcie ktoś mądry wpadł na to żeby włączyć u Miłosza leczenie przeciw astmie. To bardzo Wam pomoże. Szkoda tylko, że już tyle szkody wyrządzili antybiotykami i szczepionkami. Strasznie Wam współczuję, że nie trafiliście na dobrego lekarza od razu.

wtorek, 29 stycznia 2013

Wreszcie udało mi się wstawić film z naśladowania. Z następnymi pójdzie już łatwiej jeśli tylko uda się je uploadować :)
To jest film uczący opornych naśladowania. Zamieściłam tu 3 ruchy z przedmiotami. Dziecko naśladuje ruchy po wydaniu polecenia : zrób tak samo. Oczywiście trzeba dziecku pauzować film żeby było w stanie nadążyć. Taki filmik jest na góra 3 sesje, więc potrzeba ich bardzo dużo. Postaram się zamieszczać następne.
niedziela, 27 stycznia 2013

U mnie choroby część dalsza. Temperatury już nie mam, ale za to katar ropny nie daje mi żyć. Jestem już w domu. Dziś się przetransportowałam. Nie chciało mi się dziś skrobać, bo gdyż: dziecię zasnęło dopiero po 22, a ja zamiast mózgu mam teraz katar, więc i tak nic wielkiego by z tego nie wyszło. Jednak piszę, bo gdyż: cholera jasna! ktoś mi skasował katalog z filmami z karty pamięci. No szlag mnie trafi! Zasiadam zadowolona żeby obejrzeć kolejny kawałek trylogii Millenium (nie wiem czy dobrze napisałam, ja tu tylko sprzątam) i nie mogę jej znaleźć. I teraz nie wiem czy to Kuba mi skasował czy moja siostra jak oglądała tablet. I tak cały plan relaksu poszedł się zlegnąć. End of story. To potwierdza tylko powiedzenie: chcesz usłyszeć jak Bóg się śmieje? To sobie coś zaplanuj. Ja mam w dupie taką autoterapię!

piątek, 25 stycznia 2013
No to żem se odpoczęła! Ktoś mnie chyba źle zrozumiał. Miałam na myśli aktywny relaks w miłym towarzystwie i atrakcjami. Ale nie chodziło mi o przybicie do łóżka pod stertą kołder z dreszczami i wysoką temperaturą! Pół dnia wczoraj okropnie marzłam i jeździłam jak pirat drogowy. Dopiero jak już nie miałam siły stać na nogach pomyślałam, że jestem chora. Nie byłam w stanie już dojechać do domu, więc gniję u przyjaciółki. Relaks jak się patrzy :/
środa, 23 stycznia 2013
Wczoraj miałam ochotę poodwoływać wszystko i zaszyć się w kącie, ale nie pozwoliłam sobie na to. Spakowałam nas i pojechałam do siostry. Szwagier ma dziś wolne więc zajmie się Kubą, a ja jadę na boskie nastawianie kręgosłupa po raz 1026-ty. Chce mi się jak diabli :/ Może odblokuje mi czakry i humor mi się poprawi. Na jutro jeszcze muszę przygotować wszystkie terapeutyczne ćwiczenia do pokazania. Jutro szpital i IWRD, a następnie lądujemy u mojej przyjaciółki. Tam jeszcze skok do znajomej, a finiszujemy objazdówkę na urodzinach szwagra. Przełożyłam swoją terapię żeby wcielić w życie plan nauki odpoczywania. Przedwczoraj obejrzałam film :-) Teraz tylko jeszcze trzeba wyjść z domu żeby w nim nie zgnić i pospotykać się z ludźmi żeby nie gadać tylko o terapiii autyzmu. Małymi kroczkami i siłą woli zamierzam zmienić swoje życie na lepsze, bo szczęśliwa żona i mama jest lepsza od tej znerwicowanej :-)
poniedziałek, 21 stycznia 2013

Popaprany net! Włączyłam pakietowe na telefonie i zrobiłam hotspot dla tabletu. Na pakietowym wszystko gra. No ale do czasu. Parę zdjęć do terapii i limit poszedł. Po co płacę za internet skoro nie mogę z niego korzystać!? Ale mnie to wnerwia.

Wrrrr. Ściągnęłam fajną aplikację do dopasowywania i z fajnym memo na figurach. Kuba zachwycony, a ja nie muszę stać nad nim i pilnować, bo nagrody same wyskakują. Tylko jeszcze te filmy do naśladowania idą mi jak krew z nosa. Juź nie wiem czy to wina moja czy Kuby, że naśladuje tylko dwa ruchy poprawnie :/ 

Dziś byłam na moim digarcie. Nie byłam tam już dwa lata. Nadal mam jakąś nadzieję, że jeszcze wrócę do malarstwa. Jeszcze się we mnie tli. W końcu nadzieja umiera ostatnia. Jaka to ironia losu. Kiedy marzyłam o tablecie, nie było mnie na niego stać. Teraz mam tablet, ale brak mi czasu na tworzenie. Może ten blog będzie okazją do ruszenia z miejsca. Nie mogę patrzeć jaki jest brzydki.

Jakaś taka zdołowana dziś jestem :(

niedziela, 20 stycznia 2013

Niech mnie ktoś oświeci zanim coś mnie trafi - co jest grane z tym blogspotem? Są dni, że normalnie czytam blogi, a są też takie, że za Chiny Ludowe żaden blogspot mi się nie otworzy. No szału można dostać. Gdyby mieli takie awarie to nikt by tam bloga nie zakładał,  więc wina leży chyba po mojej stronie. Help!

Tagi: problem
10:13, overloaded
Link Komentarze (3) »
sobota, 19 stycznia 2013

Dzieciaki się bawią. Każdy robi swoje, jedni jeżdżą autami, inni biegają. Kuba nagle staje zdziwiony, zasmucony i pyta mnie nie mogąc pojąć "mamo, ale oni się nie schowali". 

- Kochanie, oni nie bawią się teraz z tobą w chowanego - tłumaczę.

Tak na marginesie, Kuba zawsze chowa się w to samo miejsce. W dodatku często jest to stanie przy ścianie tuż obok szukającego. Uwielbia też wyskakiwać z "kryjówki" wołając "tu jestem".

Dzwoni ciocia, dostaje do telefonu Kubę i pyta "jak ci się spało?" , a Kuba na to zdejmuje kapcie, skarpetki, kładzie się pod kołdrę i zadowolony. Na nic się zdało tłumaczenie, że ona go nie widzi.

 
1 , 2 , 3
Tagi